Minęła już 3 AM, a Kate cały czas siedziała zamknięta w biurze, Czekamy tylko na to, gdy zabraknie jej energii. Pewnie ma już 30% baterii, więc długo nie trzeba czekać, aby wyszła.
- Już wiem! pójdźmy na dół pizzeri, tam jest wyłączacz prądu! Powiedział Vincent.
- Gdzie?. Zapytała Amina
- Gdzieś. Uśmiechnął się Vinc.
- To nas zaprowadź! Westchnęłam.
- To chodźcie za mną.
Trochę później.
- Światła wyłączone! Powiedział Vinc wycierając kurz z rąk w spodnie.
- To chodźmy na górę! Zaprotestowałam.
Chwilę po wyłączeniu światła słyszałam jak Kate mówiła bardzo brzydkie słowa...
- Fajnie! Super Duper no nie! Zaraz tu Freddy przyjdzie Jprd! Szarpała się Kate
- Hej, hej! uspokój się! Krzyknął Vinc.
- Nie zbliżajcie się do mnie! Jesteście jacyś nienormalni!
- My nienormalni? Powiedzieliśmy wszyscy.
- Chyba ty jesteś jakaś nienormalna! Masz depresję! Krzyknęłam.
- Nie prawda!
- Weź się ogarnij! Krzyczałam dalej.
- Jak widzę masz innych przyjaciół. Tak myślałam z naszą przyjaźnią nici.
- Co sugerujesz?!
- Koniec naszej przyjaźni!
W moich oczach pojawiły się łzy. Vinc podszedł i mnie przytulił. To było takie urocze.
-Kate! Nie rób jej tego! Krzyknęła Amina
- Pfff! I odeszła
Vincent przytulał mnie coraz mocniej a ja się w niego wtulałam jak szalona. Amina patrzyła na mnie i pokazała mi kciu"ki w górę. Ale za co?!
- Hej! Mogę się o coś spytać? Powiedziałam do Vinca
- No co?
- Masz rodzeństwo?
- Tsa, siostre... Jesteśmy bliźniakami.
- Jak ma na imię?
- Ola.
- Czekaj, czekaj... To nie ta Ola z liceum?
- Nie wiem, jak przyjdziesz to zobaczysz...
- Już nie mogę się doczekać!
- Tsa... Moja siostra jest upierdliwa
- Pewnie nie. Tylko tak mówisz. Amina przerwała rozmowę.
- Która godzina?
- 4 AM. Odpowiedziałam krótko.
- Aha...
- Tak szybko? Zdziwił się Vinc.
- Nooo! Odpowiedziałam
- To za 4 godziny przyjdź do mnie.
- Ok.
- Idę do domu. Postraszę trochę Olkę noż...
- Em. Dokończyłam.
- EEEEE... to nara!
I pobiegł jak torpeda. A ja myślałam tylko o nim. Mówiłam sobie " Muszę go mieć!" ale chyba nic z tego.
- OOOO! Nadie! szalejesz!
- C_co? ja?
- Nie ten styłu! Uśmiała się Amina
- Ten z tyłu to znaczy Freddy?
- Skąd wiedziałaś, że to ja? Powiedział zdziwiony John.
- Czułam twój oddech.
- Ahh... I poszedł.
- Dobra, dobra! Nie pal głupa!
- Ja nie wiem o czym mówisz. Spojrzałam w górę.
- Widać, że ci się podoba
- Mi? N.... Nie dokończyłam zdania, i zrobiłam się czerwona.
- Taaaak...
- No dobra może trochę.
- Trochę?!
- A dajcie mi święty spokój! Tak zabujałam się w nim!
- Łoooo...
- Tak myślałam, że to powiesz.
- Ok, nie wściekaj się na mnie. Może pójdziemy już do ciebie?.
- No przecież chyba wiadomo, że trzeba się ogarnąć.
Nie długo wracałyśmy do domu, gdy nagle zobaczyłam, że drzwi od mojego domu są otwarte. Kto to może być?
- Chwila, zaczekaj. Powiedziałam do Aminy.
- No dobra jak chcesz.
Weszłam do środka, i zauważyłam, że zdjęcia Kate ze mną są stłuczone. Pewnie tu była bo przecież dałam jej klucz. Zobaczyłam, ją w moim pokoju grzebiąc mi w pamiętniku.
- Co ty wyprawiasz?! Zwariowałaś już do reszty?!
- Chciałam tylko zemścić się na tobie!
- Za co? Że nie odbierałam głupich telefonów?!
- Ja ci dam zaraz głupie! Chciałam ci coś ważnego powiedzieć a ty miałaś to gdzieś!
- No, to proszę... Mów co chciałaś mi powiedzieć.
- To nie ma już sensu...
- Gadaj! Bo mi rozwalisz cały dom!
- Dla ciebie to nie jest ważne ale ci powiem! Jestem w ciąży!
-Wtf?! Jak?
- Już ci powiedziałam Cześć!
Znieruchomiałam... Nie spodziewałam się takiej wiadomości. Czyżby Kate miała dziecko z Roy'em? Nie wiem... Przypadek? Nie sądze...
Amina weszła do mojego domu i widziała jak Kate wychodzi z nerwami.
- Co jej jest?
- Szkoda słów...
- Okres ma czy co?!
- Nie będzie miała przez 9 miesięcy...
- Hmmm... Zastanawia się.
- Ah... W ciąży jest!
- What!?
- No!
- Ja nie mogę! Co to ma być?!
- Nie wiem właśnie!. Ja tu horror muszę przetrwać.
środa, 23 grudnia 2015
poniedziałek, 14 grudnia 2015
Rozdział 4 Zabawa Kate" Animatroniki Atakują"
Chyba się zakochałam. Vincent jest śliczny i ma poczucie humoru. On mi się naprawdę podoba... Jego te piękne duże białe oczy i fioletowe włosy. Ciekawe czy ma rodzeństwo. Muszę go poprosić o numer telefonu.
Jesteśmy teraz w głowie Vincenta:
Dlaczego ją okłamałem? Nie przyszedłem po czapkę. Jaki ja jestem dziwny! Chciałem tylko zepsuć te głupie animatroniki! Wszystko na nic... Może i to lepiej?
Po nocy.
- Ohh... Chyba od razu idę się przespać. Mam to w nosie, że nie dostanę premii. Powiedziałam stanowczo.
-Ja chyba też. Odpowiedziała Kate
- Czyśbyś była sama w domu? Powiedział Vincent.
- N...No T... Tak. Zdziwiłam się.
- Mógłbym no wiesz... Przyjść do ciebie? Fajnie się z tobą gadało.
Amina pobiegła szybko do ubikacji w pizzeri. Słyszałam jak płakała.
- Co ci jest Amino?
- J...Ja nigdy nie będę miała przyjaciół!
- Jak to nie?! Jesteś naprawdę spoko dziewczyną! Nie mów tak!
W pewnym momencie postanowiłam przytulić ją. Wiem, nie długo ją znam, ale chciałam ją pocieszyć. Muszę przyznać brakowało mi tego.
- No już... Chcesz do mnie przyjść razem z Vincentem?
- Nie będzie dla ciebie to zbyt ciężkie?
- Dlaczego tak myślisz?
- Bo zwykle moje koleżanki mi mówiły, że jest zbyt dużo osób w jednym domu.
- Ale ja taka nie jestem... Sama sobie teraz w domu radzę, bo jestem sama.
- Wiem. Uśmiechnęła się ocierając łzy.
- To chodźmy!
Kilka minut później byliśmy już w moim domu. Vincent poszedł na razie do swojego domu, bo musiał się odświeżyć. Ja w tym czasie zadawałam Aminie duuużo pytań.
- Czy masz jakieś rodzeństwo?
- Tak, dwójkę. Starszego brata, który ma na imię Tarens (czyt. Terens) i młodszego brata, który ma na imię Kenny.
- Ja mam, ale nocuje w hotelu w Londynie, ponieważ tam poszedł na studia. Ma na imię Jack. To mój brat bliźniak.
- On też ma ciemno- czerwone włosy jak ty?
- On ma czarne. Uśmiechnęłam się
- Kiedy twoi rodzice wracają?
- Nie wiem... Chyba do końca wakacji ich nie będzie.
- Moim zdaniem masz fajnie.
- No trochę...
W pewnym momencie ktoś zadzwonił do drzwi. Amina została w moim pokoju, a ja pobiegłam do drzwi schodząc ze schodów.
- Cześć już jestem. Powiedział Vincent.
- No hej chodź na górę, ja przygotuję jakiś sok.
- Ok. Tylko nie rób mi soku z kiwi.
- No dobra idź już. Uśmiechnęłam się do niego.
Amina zeszła na dół, i wyglądała na szczęśliwą.
-Hej Vincusiu!
- No nie, Amino! Nie mo tak do mnie bo oszaleję!
- Dlaczego ma tak na ciebie nie mówić? Spytałam.
- No bo widzisz... Oszukałem ciebie z tym, że jej nie znam. Tak naprawdę to moja koleżanka ze szkoły.
_ że co proszę? Zdziwiłam się
- No tak, nie chciałem się przyznawać do niej.
- Dzięki ci bardzo, ty też jesteś dziwny.
- Ja też jestem dziwna nie martw się! Powiedziałam z uśmiechem do Aminy.
-Idziemy na górę? Spytał Vincent.
- No tak! chyba nie do kibla! Powiedziałam z uśmiechem.
Przez ostatnie 6 godzin nie odbierałam telefonów od Kate. Byłam zbyt zajęta, aby z nią plotkować. Wolałam spędzać czas z Vincentem i Aminą, bo przecież prawie ich nie znam. Pewnie się obrazi czy coś takiego. Gdy wszyscy rozeszli się do domów była 19:00 godzina. Postanowiłam, że oddzwonie do Kate po tych 8 godzinach. Dzwoniłam już 6 razy i nie odbiera. Może chce się zemścić za to, że nie odbierałam? Ah, zresztą widzimy się w pracy. Zasnęłam... Nie ustawiłam budzika na czas wstawania do pracy. Ale na szczęście dałam Aminie swój numer telefonu i do mnie zadzwoniła. Powinnam dostać dziś 200 zł, ponieważ wczoraj nie odebrałam premii.
- Ja nie mogę! dopiero 3 noc! Jeszcze 2 noce nam zostały! I jeszcze... nasze ciche dni z Kate.
Jak co noc musiałam tam jechać i pilnować animatroniki. Jak zwykle wchodzę do środka, ale tym razem widzę, że Foxy znowu jest szczęśliwy i pobudzony do życia. Podeszłam do Maddie i się spytałam:
- Co mu jest, że wyszedł? gorączke ma?!
- Heh... Nie. Postanowili wznowić jego działalność w pizzeri. Mam nadzieję, że on się zmieni na lepsze.
- Sero? nie wierzę ci!
- To uwież.
- Przerwę teraz... Czy Kate to jest już tutaj w pizzeri?
- Tsa, w biurze.
- Ok to bajo!
Poszłam do biura, a biuro zamknięte! Kate zamknęła się w miejscu pracy nie dając znaku życia. Ale była widoczna. Bawiła się chyba w rzeczywistość inaczej mówiąc " Animatroniki Atakują".
_ Kate! Otwórz te cholerne drzwi! Powiedziałam stukając pięściami w drzwi.
- Nie mam ochoty z tobą gadać, a nawet pracować!
- Co ja ci takiego zrobiłam?
- Ja wiem, ty się domyśl.
No dobra, odeszłam bez słów. A w tym momencie weszła Aminka z Vincusiem. Zdziwili się, że nie jestem przy Kate.
- Dlaczego nie jesteś przy Kate?
Ale postanowiłam zmienić temat.
- Cześć Vincent! Miło cię widzieć! Dlaczego tu przyszedłeś?
- Dobra, dobra nie zmieniaj tematu. Przerwała Amina.
- No bo, wczoraj Kate do mnie dzwoniła, a ja nie odbierałam. Przez 6 godzin do mnie dzwoniła.
- To naprawdę jest się o co obrażać. Zażartował Vincent.
- Teraz, bawi się w " Animatroniki Atakują".
- Tsa, wiem co to jest. Powiedział Vincent.
- Oj Vincusiu Vincusiu. Uśmiechnęła się Amina.
- Nie mów tak do mnie!
Jego oczy stały się czarne, a ja stałam nie ruchomo, patrząc na niego zdziwiona.
- Ogarnij się! Krzyknęła do niego Amina.
- To ty się ogarnij!
- Spokój! Krzyknęłam.
- To całą noc będziemy siedzieć w kiblu? Powiedziała Amina.
- Na to wygląda.
Jesteśmy teraz w głowie Vincenta:
Dlaczego ją okłamałem? Nie przyszedłem po czapkę. Jaki ja jestem dziwny! Chciałem tylko zepsuć te głupie animatroniki! Wszystko na nic... Może i to lepiej?
Po nocy.
- Ohh... Chyba od razu idę się przespać. Mam to w nosie, że nie dostanę premii. Powiedziałam stanowczo.
-Ja chyba też. Odpowiedziała Kate
- Czyśbyś była sama w domu? Powiedział Vincent.
- N...No T... Tak. Zdziwiłam się.
- Mógłbym no wiesz... Przyjść do ciebie? Fajnie się z tobą gadało.
Amina pobiegła szybko do ubikacji w pizzeri. Słyszałam jak płakała.
- Co ci jest Amino?
- J...Ja nigdy nie będę miała przyjaciół!
- Jak to nie?! Jesteś naprawdę spoko dziewczyną! Nie mów tak!
W pewnym momencie postanowiłam przytulić ją. Wiem, nie długo ją znam, ale chciałam ją pocieszyć. Muszę przyznać brakowało mi tego.
- No już... Chcesz do mnie przyjść razem z Vincentem?
- Nie będzie dla ciebie to zbyt ciężkie?
- Dlaczego tak myślisz?
- Bo zwykle moje koleżanki mi mówiły, że jest zbyt dużo osób w jednym domu.
- Ale ja taka nie jestem... Sama sobie teraz w domu radzę, bo jestem sama.
- Wiem. Uśmiechnęła się ocierając łzy.
- To chodźmy!
Kilka minut później byliśmy już w moim domu. Vincent poszedł na razie do swojego domu, bo musiał się odświeżyć. Ja w tym czasie zadawałam Aminie duuużo pytań.
- Czy masz jakieś rodzeństwo?
- Tak, dwójkę. Starszego brata, który ma na imię Tarens (czyt. Terens) i młodszego brata, który ma na imię Kenny.
- Ja mam, ale nocuje w hotelu w Londynie, ponieważ tam poszedł na studia. Ma na imię Jack. To mój brat bliźniak.
- On też ma ciemno- czerwone włosy jak ty?
- On ma czarne. Uśmiechnęłam się
- Kiedy twoi rodzice wracają?
- Nie wiem... Chyba do końca wakacji ich nie będzie.
- Moim zdaniem masz fajnie.
- No trochę...
W pewnym momencie ktoś zadzwonił do drzwi. Amina została w moim pokoju, a ja pobiegłam do drzwi schodząc ze schodów.
- Cześć już jestem. Powiedział Vincent.
- No hej chodź na górę, ja przygotuję jakiś sok.
- Ok. Tylko nie rób mi soku z kiwi.
- No dobra idź już. Uśmiechnęłam się do niego.
Amina zeszła na dół, i wyglądała na szczęśliwą.
-Hej Vincusiu!
- No nie, Amino! Nie mo tak do mnie bo oszaleję!
- Dlaczego ma tak na ciebie nie mówić? Spytałam.
- No bo widzisz... Oszukałem ciebie z tym, że jej nie znam. Tak naprawdę to moja koleżanka ze szkoły.
_ że co proszę? Zdziwiłam się
- No tak, nie chciałem się przyznawać do niej.
- Dzięki ci bardzo, ty też jesteś dziwny.
- Ja też jestem dziwna nie martw się! Powiedziałam z uśmiechem do Aminy.
-Idziemy na górę? Spytał Vincent.
- No tak! chyba nie do kibla! Powiedziałam z uśmiechem.
Przez ostatnie 6 godzin nie odbierałam telefonów od Kate. Byłam zbyt zajęta, aby z nią plotkować. Wolałam spędzać czas z Vincentem i Aminą, bo przecież prawie ich nie znam. Pewnie się obrazi czy coś takiego. Gdy wszyscy rozeszli się do domów była 19:00 godzina. Postanowiłam, że oddzwonie do Kate po tych 8 godzinach. Dzwoniłam już 6 razy i nie odbiera. Może chce się zemścić za to, że nie odbierałam? Ah, zresztą widzimy się w pracy. Zasnęłam... Nie ustawiłam budzika na czas wstawania do pracy. Ale na szczęście dałam Aminie swój numer telefonu i do mnie zadzwoniła. Powinnam dostać dziś 200 zł, ponieważ wczoraj nie odebrałam premii.
- Ja nie mogę! dopiero 3 noc! Jeszcze 2 noce nam zostały! I jeszcze... nasze ciche dni z Kate.
Jak co noc musiałam tam jechać i pilnować animatroniki. Jak zwykle wchodzę do środka, ale tym razem widzę, że Foxy znowu jest szczęśliwy i pobudzony do życia. Podeszłam do Maddie i się spytałam:
- Co mu jest, że wyszedł? gorączke ma?!
- Heh... Nie. Postanowili wznowić jego działalność w pizzeri. Mam nadzieję, że on się zmieni na lepsze.
- Sero? nie wierzę ci!
- To uwież.
- Przerwę teraz... Czy Kate to jest już tutaj w pizzeri?
- Tsa, w biurze.
- Ok to bajo!
Poszłam do biura, a biuro zamknięte! Kate zamknęła się w miejscu pracy nie dając znaku życia. Ale była widoczna. Bawiła się chyba w rzeczywistość inaczej mówiąc " Animatroniki Atakują".
_ Kate! Otwórz te cholerne drzwi! Powiedziałam stukając pięściami w drzwi.
- Nie mam ochoty z tobą gadać, a nawet pracować!
- Co ja ci takiego zrobiłam?
- Ja wiem, ty się domyśl.
No dobra, odeszłam bez słów. A w tym momencie weszła Aminka z Vincusiem. Zdziwili się, że nie jestem przy Kate.
- Dlaczego nie jesteś przy Kate?
Ale postanowiłam zmienić temat.
- Cześć Vincent! Miło cię widzieć! Dlaczego tu przyszedłeś?
- Dobra, dobra nie zmieniaj tematu. Przerwała Amina.
- No bo, wczoraj Kate do mnie dzwoniła, a ja nie odbierałam. Przez 6 godzin do mnie dzwoniła.
- To naprawdę jest się o co obrażać. Zażartował Vincent.
- Teraz, bawi się w " Animatroniki Atakują".
- Tsa, wiem co to jest. Powiedział Vincent.
- Oj Vincusiu Vincusiu. Uśmiechnęła się Amina.
- Nie mów tak do mnie!
Jego oczy stały się czarne, a ja stałam nie ruchomo, patrząc na niego zdziwiona.
- Ogarnij się! Krzyknęła do niego Amina.
- To ty się ogarnij!
- Spokój! Krzyknęłam.
- To całą noc będziemy siedzieć w kiblu? Powiedziała Amina.
- Na to wygląda.
środa, 9 grudnia 2015
Rozdział 3 " Dużo osób w tej Pizzeri!!"
- O boże! Co to była za noc! Jeszcze zostały 4 noce do pilnowania. Tylko nie wiem czy mi się uda zobaczyć Max'a. A jeżeli mnie nie polubi?
- Do kogo ty gadasz?! Spytała się Kate
- Nic, nic tak do siebie.
- O co chodzi z tym Max'em?
- To chłopiec, który jest w animatroniku, znajdującym się w Foxy'm.
- Chyba się zakochałaś.
- Nie prawda! Po prostu chcę się z nim zaprzyjaźnić.
- Aham...
- No chodź musimy wypocząć. Idziemy do baru? Ja stawiam
- Ok! Ale skąd weźmiesz pieniądze?
- Od szefa Pizzeri. Przecież za jedną noc daje 100 zł.
- To chodźmy do niego.
-Ok.
Po 20 minutach mieliśmy już wypłatę wysokości 100 zł, więc poszłyśmy do baru.
- To co chcesz? Spytałam.
- Lody waniliowe z bitą śmietaną
- Ok załatwione!
Gadałyśmy przez 4 godziny. Jak wróciłyśmy do domu była już 18:28. Musiałam się umyć i wyprać strój. Jak to wszystko zrobiłam była już 20:11, więc poszłam spać.
Obudziłam się o 23:37. Szybko zerwałam się z łóżka i przeprałam w mój fioletowy kostium. Nagle zadzwonił telefon.
- Cześć Nadie. Powiedziała w telefonie Kate.
- Elo.
- Gotowa już do pracy?
- Tsa...
- To widzimy się zaraz w Pizzeri pa!
- Pa
Już nie mogłam się doczekać spotkania z Bonnie'm. Musiałabym dzisiaj poznać Chice, Foxy'ego i Freddy'ego. Po 15 minutach byłam już koło Pizzeri, i czekałam na Kate. Czekałam, czekałam... i jej nie ma! Postanowiłam już zacząć sama pracę i poszłam do środka. Bonnie gdy mnie zauważył przytulił mnie mocno tak, że nie mogłam oddychać.
- Nadie! jak mi brakowało z kimś pogadać! Nie uwierzysz co się stało!
- Prędko gadaj!
- Max wreszcie pokazał się zza fioletowej zasłony!
- Serio? I co zrobił?
- Próbował dogadać się z nami
- A gdzie on w tej chwili jest?
- Znowu w Pirate Cove.
- To do niego idę.
Po kilku sekundach postanowiłam, że pójdę do niego i go jakoś wzbudzę do życia. Serce waliło mi jak szalone.
- Cz...cześć Max
- Kto tu jest?!
- Jestem Nadie...
- Po co tu przyszłaś?!
- By ci pomóc.
- Nikt już nie może mi pomóc... Nawet ty!
Postanowiłam wyjść z cienia i pokazać się mu.
- Proszę porozmawiajmy.
Foxy odwrócił się w moją stronę, i zauważyłam, że się czegoś boi.
- Ty! Ty mi to zrobiłeś! nie jesteś Nadie... Jesteś Purple Guy'em!
- Nie prawda! Tak, wyglądam pewnie jak on ale jestem sobą!
W pewnym momencie Bonnie wpadł do Pirate Cove z krzykiem.
- Zostaw ją!
- Ją? to jest Vincent!
- Nie prawda! To jest moja przyjaciółka!
- przyjaciółka? Zdziwiłam się.
-Nadie jest naprawdę spoko.
- No dobra wierze ci.
- Przepraszam, że cię przestraszyłam.
- To ja przepraszam, że cię obwiniałem.
Po kilku minutach przyszła wreszcie Kate.
- Kate! 15 minut spóźnienia! Krzyknęłam na nią.
- No wiem sorry.
- No ok. ok chodźmy do biura.
- Dlaczego tam idziecie? Nie możecie zostać tutaj z nami?
- Chyba możemy. Uśmiechnęłam się do Jenny.
- Chodźcie poznacie Freddy'ego i Chice.
Po minucie poszłyśmy na scenę tam gdzie były pozostałe animatroniki.
- Cześć jestem Nadie.
- Cześ jestem John. Powiedział Freddy.
- A ja Maddie. Powiedziała Chica.
- Miło was poznać.
- A ty jak masz na imię? Zwrócili się do Kate.
J...Ja? powiedziała zdziwiona Kate.
- Tak ty.
- Jestem Kate.
- Coś jesteś nie śmiała. Powiedziała Jenny.
- Co ja? Nie, tylko muszę się przyzwyczaić do nowego miejsca... To może ja pójdę do biura.
- To pójdę z tobą! Powiedziałam
- To chodź!
Po kilku sekundach poszłyśmy do biura, a ja jednym susem pobiegłam do Kamery. Kate była zajęta esemesowaniem z koleżankami. Ja patrzyłam na Kamery.
- Kate! Powiedziałam ze strachem
- Co się stało?
- Ktoś jest w Pizzeri!
- Jak to? Jakim cudem?
- Zamknęłaś drzwi?
- Eeeeee... Nie.
- To czego się dziwisz?!
- Chodźmy zobaczyć kto tam jest!
- No dobra to chodźmy.
Po 5 minutach zaleźliśmy tego kto jest w Pizzeri.
- Stop! Powiedziała Kate
- Kto ty jesteś? Co ty tu robisz w Pizzeri?
-jestem Vincent. dawny pracownik tej Pizzeri.
- Vincent?! Spytałam się go
- No t... tak
- To ty jesteś Purple Guy'em?
- Skąd wiesz jakie ja mam przezwisko?
- Tajemnica. Uśmiechnęłam się do niego
- A mogę się dowiedzieć kto wy jesteście?
- Ja jestem Nadie
- A ja Kate.
- Miło mi.
- A po co tu przyszedłeś?
- Po...eeee...yyy...moją czapkę
- Jaką znowu czapkę?
- Taką fioletową.
- O taką? Pokazałam mu trzymając ją w dłoni.
- Tak! Skąd ją masz?
- Mam ją ze stroju, ale jej nie noszę.
- Masz strój po mnie!
- Serio? I dlatego taki szeroki.
- Nom. Uśmiechnął się do mnie.
- Może zostaniesz tu na chwilę?
- No... dobrze.
- Yey!
Po kilku minutach poszliśmy do biura by sobie pogadać.
- Jakim cudem wiesz jak mam na imię? Proszę powiedz mi!
- No... Nie wiem czy mogę to mówić, ale ci powiem. Od Bonnie'ego. Rozmawialiśmy o tobie.
- Co?! Oburzył się Vincent.
- Nie denerwuj się... Powiedziałam jej żeby ci wybaczyła...
- Ahh... Dziękuje.
- Nie ma co dziękować!
- Kate... Dlaczego tak siedzisz i nic nie mówisz?
- J...Ja? Odpowiedziała Kate.
- Nie ten z tyłu! Jasne że ty!
- No bo, no bo... Po prostu nie mogę się ogarnąć.
Po kilku minutach ktoś wszedł do Pizzeri. O tej godzinie? Znowu? To trochę dziwne.
- Poczekajcie.; Powiedziałam stanowczo.
- Pójdę z tobą! Powiedział Vincent.
- Ok.
Po kilku sekundach zobaczyłam jakąś dziewczynę w granatowym stroju i srebrnych włosach. Oczy miała błękitne. Zdziwiłam się. Pomyślałam, że to kolejny pracownik Pizzeri.
- Kto ty jesteś? Powiedziałam.
- Jestem Amina, pracownik Pizzeri, a ty?
- Że co? Ja nim jestem! Uśmiechnęłam się.
- To, może popracujemy razem?
- No tak, już musimy. Jeszcze jest moja przyjaciółka Kate.
- To ile was jest?
- Tylko dwie... I ty doszłaś.
- Hellow! Ja też ty jestem ślepoty! Krzyknął z uśmiechem Vinc.
- Ahh... Przepraszam zagadałam się, może ja się przedstawię, jestem Amina.
- Słyszałem. Powiedział z lekkim uśmiechem.
- To może pójdziemy do biura. Powiedziałam grubym głosem.
- No to chodźmy.
Chwilę później.
- To zaczynajmy!
- To zaczynajmy. Powtórzyłam.
- Do kogo ty gadasz?! Spytała się Kate
- Nic, nic tak do siebie.
- O co chodzi z tym Max'em?
- To chłopiec, który jest w animatroniku, znajdującym się w Foxy'm.
- Chyba się zakochałaś.
- Nie prawda! Po prostu chcę się z nim zaprzyjaźnić.
- Aham...
- No chodź musimy wypocząć. Idziemy do baru? Ja stawiam
- Ok! Ale skąd weźmiesz pieniądze?
- Od szefa Pizzeri. Przecież za jedną noc daje 100 zł.
- To chodźmy do niego.
-Ok.
Po 20 minutach mieliśmy już wypłatę wysokości 100 zł, więc poszłyśmy do baru.
- To co chcesz? Spytałam.
- Lody waniliowe z bitą śmietaną
- Ok załatwione!
Gadałyśmy przez 4 godziny. Jak wróciłyśmy do domu była już 18:28. Musiałam się umyć i wyprać strój. Jak to wszystko zrobiłam była już 20:11, więc poszłam spać.
Obudziłam się o 23:37. Szybko zerwałam się z łóżka i przeprałam w mój fioletowy kostium. Nagle zadzwonił telefon.
- Cześć Nadie. Powiedziała w telefonie Kate.
- Elo.
- Gotowa już do pracy?
- Tsa...
- To widzimy się zaraz w Pizzeri pa!
- Pa
Już nie mogłam się doczekać spotkania z Bonnie'm. Musiałabym dzisiaj poznać Chice, Foxy'ego i Freddy'ego. Po 15 minutach byłam już koło Pizzeri, i czekałam na Kate. Czekałam, czekałam... i jej nie ma! Postanowiłam już zacząć sama pracę i poszłam do środka. Bonnie gdy mnie zauważył przytulił mnie mocno tak, że nie mogłam oddychać.
- Nadie! jak mi brakowało z kimś pogadać! Nie uwierzysz co się stało!
- Prędko gadaj!
- Max wreszcie pokazał się zza fioletowej zasłony!
- Serio? I co zrobił?
- Próbował dogadać się z nami
- A gdzie on w tej chwili jest?
- Znowu w Pirate Cove.
- To do niego idę.
Po kilku sekundach postanowiłam, że pójdę do niego i go jakoś wzbudzę do życia. Serce waliło mi jak szalone.
- Cz...cześć Max
- Kto tu jest?!
- Jestem Nadie...
- Po co tu przyszłaś?!
- By ci pomóc.
- Nikt już nie może mi pomóc... Nawet ty!
Postanowiłam wyjść z cienia i pokazać się mu.
- Proszę porozmawiajmy.
Foxy odwrócił się w moją stronę, i zauważyłam, że się czegoś boi.
- Ty! Ty mi to zrobiłeś! nie jesteś Nadie... Jesteś Purple Guy'em!
- Nie prawda! Tak, wyglądam pewnie jak on ale jestem sobą!
W pewnym momencie Bonnie wpadł do Pirate Cove z krzykiem.
- Zostaw ją!
- Ją? to jest Vincent!
- Nie prawda! To jest moja przyjaciółka!
- przyjaciółka? Zdziwiłam się.
-Nadie jest naprawdę spoko.
- No dobra wierze ci.
- Przepraszam, że cię przestraszyłam.
- To ja przepraszam, że cię obwiniałem.
Po kilku minutach przyszła wreszcie Kate.
- Kate! 15 minut spóźnienia! Krzyknęłam na nią.
- No wiem sorry.
- No ok. ok chodźmy do biura.
- Dlaczego tam idziecie? Nie możecie zostać tutaj z nami?
- Chyba możemy. Uśmiechnęłam się do Jenny.
- Chodźcie poznacie Freddy'ego i Chice.
Po minucie poszłyśmy na scenę tam gdzie były pozostałe animatroniki.
- Cześć jestem Nadie.
- Cześ jestem John. Powiedział Freddy.
- A ja Maddie. Powiedziała Chica.
- Miło was poznać.
- A ty jak masz na imię? Zwrócili się do Kate.
J...Ja? powiedziała zdziwiona Kate.
- Tak ty.
- Jestem Kate.
- Coś jesteś nie śmiała. Powiedziała Jenny.
- Co ja? Nie, tylko muszę się przyzwyczaić do nowego miejsca... To może ja pójdę do biura.
- To pójdę z tobą! Powiedziałam
- To chodź!
Po kilku sekundach poszłyśmy do biura, a ja jednym susem pobiegłam do Kamery. Kate była zajęta esemesowaniem z koleżankami. Ja patrzyłam na Kamery.
- Kate! Powiedziałam ze strachem
- Co się stało?
- Ktoś jest w Pizzeri!
- Jak to? Jakim cudem?
- Zamknęłaś drzwi?
- Eeeeee... Nie.
- To czego się dziwisz?!
- Chodźmy zobaczyć kto tam jest!
- No dobra to chodźmy.
Po 5 minutach zaleźliśmy tego kto jest w Pizzeri.
- Stop! Powiedziała Kate
- Kto ty jesteś? Co ty tu robisz w Pizzeri?
-jestem Vincent. dawny pracownik tej Pizzeri.
- Vincent?! Spytałam się go
- No t... tak
- To ty jesteś Purple Guy'em?
- Skąd wiesz jakie ja mam przezwisko?
- Tajemnica. Uśmiechnęłam się do niego
- A mogę się dowiedzieć kto wy jesteście?
- Ja jestem Nadie
- A ja Kate.
- Miło mi.
- A po co tu przyszedłeś?
- Po...eeee...yyy...moją czapkę
- Jaką znowu czapkę?
- Taką fioletową.
- O taką? Pokazałam mu trzymając ją w dłoni.
- Tak! Skąd ją masz?
- Mam ją ze stroju, ale jej nie noszę.
- Masz strój po mnie!
- Serio? I dlatego taki szeroki.
- Nom. Uśmiechnął się do mnie.
- Może zostaniesz tu na chwilę?
- No... dobrze.
- Yey!
Po kilku minutach poszliśmy do biura by sobie pogadać.
- Jakim cudem wiesz jak mam na imię? Proszę powiedz mi!
- No... Nie wiem czy mogę to mówić, ale ci powiem. Od Bonnie'ego. Rozmawialiśmy o tobie.
- Co?! Oburzył się Vincent.
- Nie denerwuj się... Powiedziałam jej żeby ci wybaczyła...
- Ahh... Dziękuje.
- Nie ma co dziękować!
- Kate... Dlaczego tak siedzisz i nic nie mówisz?
- J...Ja? Odpowiedziała Kate.
- Nie ten z tyłu! Jasne że ty!
- No bo, no bo... Po prostu nie mogę się ogarnąć.
Po kilku minutach ktoś wszedł do Pizzeri. O tej godzinie? Znowu? To trochę dziwne.
- Poczekajcie.; Powiedziałam stanowczo.
- Pójdę z tobą! Powiedział Vincent.
- Ok.
Po kilku sekundach zobaczyłam jakąś dziewczynę w granatowym stroju i srebrnych włosach. Oczy miała błękitne. Zdziwiłam się. Pomyślałam, że to kolejny pracownik Pizzeri.
- Kto ty jesteś? Powiedziałam.
- Jestem Amina, pracownik Pizzeri, a ty?
- Że co? Ja nim jestem! Uśmiechnęłam się.
- To, może popracujemy razem?
- No tak, już musimy. Jeszcze jest moja przyjaciółka Kate.
- To ile was jest?
- Tylko dwie... I ty doszłaś.
- Hellow! Ja też ty jestem ślepoty! Krzyknął z uśmiechem Vinc.
- Ahh... Przepraszam zagadałam się, może ja się przedstawię, jestem Amina.
- Słyszałem. Powiedział z lekkim uśmiechem.
- To może pójdziemy do biura. Powiedziałam grubym głosem.
- No to chodźmy.
Chwilę później.
- To zaczynajmy!
- To zaczynajmy. Powtórzyłam.
piątek, 4 grudnia 2015
Rozdział 2
Następnego dnia, zadzwoniła do mnie moja najlepsza przyjaciółka Kate z jakimiś nerwami.
- Cześć Nadie!
-Cz...cześć. Odpowiedziałam z niepokojem.
- Wiesz co mi się przytrafiło? Moi rodzice chcieli mnie wysłać do pracy i wybrali akurat pizzerię. A wyobraź sobie, że muszę pracować w nocy!
I w tym momencie musiałam jej przerwać.
- Ej... A ta pizzeria nie nazywała się przypadkiem " Freddy Fazbears Pizza"?
- Skąd wiesz?!
- Moi rodzice wysłali mnie niby na studia, a się okazało, że jadę pilnować jakieś głupie roboty!
- Witaj w klubie. Powiedziała z ulgą, że nie jest sama.
-To kiedy zaczynamy? Spytałam.
- Podobno dzisiaj o 12:00 w nocy.
- A która jest?
- 17:47
- to nie mamy zbyt sporo czasu...
- Jak to nie?! Mamy jeszcze około 6 godzin!
- No racja... Odpowiedziałam z ponurą miną.
- No dobra kończę bo mi kasę zżera z telefonu. To... Bajo!
- Do zobaczenia w pracy!
Kiedy odłożyłam słuchawkę, poczułam zmęczenie. Postanowiłam wziąć drzemkę. Okazało się, że był to głęboki sen. Gdy już wstałam była już 22:34. Ze zmęczeniem wstałam i wypakowałam purpurowy strój i czarne spodnie. Uczesałam się w kitkę i zadzwoniłam po taksówkę. Po pół godzinie byłam już na miejscu, lecz nie widziałam tam Kate. Postanowiłam poczekać w korytarzu pizzeri. Po 15 minutach wreszcie przyjechała Srebrnym pojazdem, lecz zauważyłam, że ona ma niebieski strój, a nie jak ja... Fioletowy.
- Hejoo! Powiedziała do mnie Kate.
- Czeeeść! Jak miło cię widzieć!
- nie wiem czy tak miło będzie. Powiedziała ze zmarszczonymi brwiami
- No to chodź bo się spóźnimy pierwszy dzień! Zaprotestowałam ciągnąc jej rękę.
Chwilę później byliśmy już w środku. Musiałyśmy sobie same radzić z poznawaniem nowego miejsca. Najpierw zaczęłyśmy oglądać sobie te robociki. Każdy miał jakąś rzecz w łapie takie jak: Mikrofon misia, gitara królika i cupcake. " A co ma piernik do wiatraka"?!
- Wiesz co Nadie... zaczynam się bać...
- Ale czego, że sobie tylko stoją i nic nie robią?
- Może lepiej pójdźmy już do biura pracy.
W biurze było słychać Phone Guy'a jak nas informował o pracy:
-Jak Widzicie, są tutaj zwierzątka roboty, które nazywane są animatronikami. Ten fioletowy królik to Bonnie, miś Freddy a Kurczak Chica. Pewnie widziałyście tylk ote trzy, ale jest jeszcze jeden... Zamknięty w " Pirate Cove" z fioletową zasłoną. Jest zamknięty ponieważ... Ach! nieistotne. życzę miłej nocy! Pracujecie do 6:00 AM.
Tylko jedno pytanko... Dlaczego nie dokończył zdania z tym animatronikiem w " Pirate Cove"? Może to jakaś tajemnica?
- No jest dobrze. Powiedziała Kate.
- To umówmy się tak... Ja zajmę się kamerami a ty drzwiami ok?
- A nie lepiej po prostu sobie siedzieć i rozmawiać? przecież mamy tylko pilnować te animatrony.
- Ty nie bądź krok do przodu! Przed chwilą się jeszcze cykałaś!
- To było dawno i nieprawda. Kłamała Kate.
- Ok wracając do tematu... jak się stanie coś złego? Powiedziałam z niepokojem.
- Nie stanie, zapomniałam zapytać, dlaczego masz fioletowy strój a nie niebieski?
- Sama nie wiem.
- Dobra zajmijmy się pracą.
1:00 AM
- Kurde coś cicho w tej pizzeri. Powiedziałam wystraszona.
- Eeee tam przesadzasz!
2:00 AM
- Słyszysz te kroki? Powiedziałam z szeptem.
- Nie, nie słyszę bo jestem zajęta oglądaniem kamer
3:00 AM
- Bonnie zniknął z kamery!! Krzyknęła Kate.
- Co?! Tym razem mnie nie nabierzesz!
- Nie, ja serio mówię patrz!
Podeszłam bliżej do niej i rzeczywiście nie było tam go.
- Musimy zadzwonić do właściciela!
- Nie stop! Zobacz na kamerach, może jest gdzie indziej.
Noi miałam rację był w korytarzu, żeby się upewnić wyjrzałam zza drzwi. Przyjrzałam się mu... Nie miał oczów! ze strachem szybko zamknęłam drzwi
- Co ty wyprawiasz?! Spytała się mnie Kate.
- On, on Tam był!
- Wiem, że był chyba widziałam!
- On nie miał oczów!
- Serio? z niedowierzaniem spojrzała na mnie.
- Zobacz!
Kate otworzyła kamerę i sprawdziła.
- Ale go tam już nie ma!
- To chyba sobie poszedł... Zobacz w kamerze 09.
I rzeczywiście tam był... Siedział samotny, chyba płakał.
- Może podejdziemy do niego? Powiedziałam ze współczuciem.
- Zwariowałaś? Jeszcze coś nam zrobi!
- Dobra jak chcesz, ja idę!
Chciałam ją dalej namawiać ale pomyślałam, że może dobrze będzie gdy jej tam nie ujrzę. Podeszłam do Bonniego i się spytałam:
- Dlaczego jesteś smutny?
Bonnie podskoczył z wrażenia,że ktoś z żyjących ludzi do niego podszedł.
- Ja nie jestem Bonnie, jestem Jenny. Wiem, pomyślisz, że kłamię ale to prawda. Jestem zabitą duszą dziecka. Na szczęście Marionetka wiedziała co zrobić i dała nam drugie życie.
- Serio? Mogłabym się spytać, kim jest Marionetka?
- Też zabitą duszą dziecka, ale opętała ją Marionetka i teraz nią jest. Ona nie pokazuje się bo za bardzo się boi.
- Czy wszyscy z was jesteście... No wiecie.
- Tak. Przepraszam, że was Przestraszyłam. Myślałam, że jesteś Purple Guy'em.
- Kto to taki?
- To ten, który nas zabił...
I w tym momencie widziałam jak jej łzy zmieszały się z krwią.
- Ale wiesz... Też trzeba mu wybaczyć. Ważne jest to, że żyjecie.
- No... Masz racje...
- Mogłabym się spytać, kto jest w Pirate Cove?
- Foxy. To taki lisek robot. Ale tak naprawdę ma na imię Max.
- Dlaczego jest zamknięty?
- No bo jak widzisz, on popełnił wielką zbrodnię. Po prostu nie wytrzymał i musiał to zrobić bo był spragniony krwi. Ugryzł dziecko w płat czołowy i... Trzeba było go zamknąć. Może sobie swobodnie wychodzić, ale jest bardzo wstrząśnięty.
- To może do niego pójdę?
- Nie radzę
- To pójdę.
-Jesteś tu sama?
- Nie, z moją przyjaciółką Kate.
Nagle w naszym biurze Kate wrzasnęła na całą pizzerię, więc szybko pobiegłam do niej zobaczyć co się dzieję.
- Aaaa! Wrzasnęła jeszcze raz.
- Co się dzieje?
- Chica tu u mnie była!
- Ale już jej nie ma. Powiedziałam z ponurą miną.
- Boje się, już nie chcę tu pracować!
Kate zbierało się na płacz, ale się ogarnęła. Po 10 sekundach Jenny przyszła się przywitać.
- No nie, nie wytrzymam! Jeszcze Bonnie!
- Nie bój się głuptasie! Ona nie jest zła! Jest nawet spoko. Ona jest tylko dzieckiem.
- Że co, gdzie, jak?! Zacinała się Kate.
- Normalnie ty moja chora psycholko!
- To znaczy, że nie muszę się bać?
-Tsa...
- Yey!
Minęła już 6:00 AM a animatroniki poszły sobie spokojnie odpocząć na scenie.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że się spodobało!! do zobaczenia wkrótce!! Piszcie czy nie za długie :)
- Cześć Nadie!
-Cz...cześć. Odpowiedziałam z niepokojem.
- Wiesz co mi się przytrafiło? Moi rodzice chcieli mnie wysłać do pracy i wybrali akurat pizzerię. A wyobraź sobie, że muszę pracować w nocy!
I w tym momencie musiałam jej przerwać.
- Ej... A ta pizzeria nie nazywała się przypadkiem " Freddy Fazbears Pizza"?
- Skąd wiesz?!
- Moi rodzice wysłali mnie niby na studia, a się okazało, że jadę pilnować jakieś głupie roboty!
- Witaj w klubie. Powiedziała z ulgą, że nie jest sama.
-To kiedy zaczynamy? Spytałam.
- Podobno dzisiaj o 12:00 w nocy.
- A która jest?
- 17:47
- to nie mamy zbyt sporo czasu...
- Jak to nie?! Mamy jeszcze około 6 godzin!
- No racja... Odpowiedziałam z ponurą miną.
- No dobra kończę bo mi kasę zżera z telefonu. To... Bajo!
- Do zobaczenia w pracy!
Kiedy odłożyłam słuchawkę, poczułam zmęczenie. Postanowiłam wziąć drzemkę. Okazało się, że był to głęboki sen. Gdy już wstałam była już 22:34. Ze zmęczeniem wstałam i wypakowałam purpurowy strój i czarne spodnie. Uczesałam się w kitkę i zadzwoniłam po taksówkę. Po pół godzinie byłam już na miejscu, lecz nie widziałam tam Kate. Postanowiłam poczekać w korytarzu pizzeri. Po 15 minutach wreszcie przyjechała Srebrnym pojazdem, lecz zauważyłam, że ona ma niebieski strój, a nie jak ja... Fioletowy.
- Hejoo! Powiedziała do mnie Kate.
- Czeeeść! Jak miło cię widzieć!
- nie wiem czy tak miło będzie. Powiedziała ze zmarszczonymi brwiami
- No to chodź bo się spóźnimy pierwszy dzień! Zaprotestowałam ciągnąc jej rękę.
Chwilę później byliśmy już w środku. Musiałyśmy sobie same radzić z poznawaniem nowego miejsca. Najpierw zaczęłyśmy oglądać sobie te robociki. Każdy miał jakąś rzecz w łapie takie jak: Mikrofon misia, gitara królika i cupcake. " A co ma piernik do wiatraka"?!
- Wiesz co Nadie... zaczynam się bać...
- Ale czego, że sobie tylko stoją i nic nie robią?
- Może lepiej pójdźmy już do biura pracy.
W biurze było słychać Phone Guy'a jak nas informował o pracy:
-Jak Widzicie, są tutaj zwierzątka roboty, które nazywane są animatronikami. Ten fioletowy królik to Bonnie, miś Freddy a Kurczak Chica. Pewnie widziałyście tylk ote trzy, ale jest jeszcze jeden... Zamknięty w " Pirate Cove" z fioletową zasłoną. Jest zamknięty ponieważ... Ach! nieistotne. życzę miłej nocy! Pracujecie do 6:00 AM.
Tylko jedno pytanko... Dlaczego nie dokończył zdania z tym animatronikiem w " Pirate Cove"? Może to jakaś tajemnica?
- No jest dobrze. Powiedziała Kate.
- To umówmy się tak... Ja zajmę się kamerami a ty drzwiami ok?
- A nie lepiej po prostu sobie siedzieć i rozmawiać? przecież mamy tylko pilnować te animatrony.
- Ty nie bądź krok do przodu! Przed chwilą się jeszcze cykałaś!
- To było dawno i nieprawda. Kłamała Kate.
- Ok wracając do tematu... jak się stanie coś złego? Powiedziałam z niepokojem.
- Nie stanie, zapomniałam zapytać, dlaczego masz fioletowy strój a nie niebieski?
- Sama nie wiem.
- Dobra zajmijmy się pracą.
1:00 AM
- Kurde coś cicho w tej pizzeri. Powiedziałam wystraszona.
- Eeee tam przesadzasz!
2:00 AM
- Słyszysz te kroki? Powiedziałam z szeptem.
- Nie, nie słyszę bo jestem zajęta oglądaniem kamer
3:00 AM
- Bonnie zniknął z kamery!! Krzyknęła Kate.
- Co?! Tym razem mnie nie nabierzesz!
- Nie, ja serio mówię patrz!
Podeszłam bliżej do niej i rzeczywiście nie było tam go.
- Musimy zadzwonić do właściciela!
- Nie stop! Zobacz na kamerach, może jest gdzie indziej.
Noi miałam rację był w korytarzu, żeby się upewnić wyjrzałam zza drzwi. Przyjrzałam się mu... Nie miał oczów! ze strachem szybko zamknęłam drzwi
- Co ty wyprawiasz?! Spytała się mnie Kate.
- On, on Tam był!
- Wiem, że był chyba widziałam!
- On nie miał oczów!
- Serio? z niedowierzaniem spojrzała na mnie.
- Zobacz!
Kate otworzyła kamerę i sprawdziła.
- Ale go tam już nie ma!
- To chyba sobie poszedł... Zobacz w kamerze 09.
I rzeczywiście tam był... Siedział samotny, chyba płakał.
- Może podejdziemy do niego? Powiedziałam ze współczuciem.
- Zwariowałaś? Jeszcze coś nam zrobi!
- Dobra jak chcesz, ja idę!
Chciałam ją dalej namawiać ale pomyślałam, że może dobrze będzie gdy jej tam nie ujrzę. Podeszłam do Bonniego i się spytałam:
- Dlaczego jesteś smutny?
Bonnie podskoczył z wrażenia,że ktoś z żyjących ludzi do niego podszedł.
- Ja nie jestem Bonnie, jestem Jenny. Wiem, pomyślisz, że kłamię ale to prawda. Jestem zabitą duszą dziecka. Na szczęście Marionetka wiedziała co zrobić i dała nam drugie życie.
- Serio? Mogłabym się spytać, kim jest Marionetka?
- Też zabitą duszą dziecka, ale opętała ją Marionetka i teraz nią jest. Ona nie pokazuje się bo za bardzo się boi.
- Czy wszyscy z was jesteście... No wiecie.
- Tak. Przepraszam, że was Przestraszyłam. Myślałam, że jesteś Purple Guy'em.
- Kto to taki?
- To ten, który nas zabił...
I w tym momencie widziałam jak jej łzy zmieszały się z krwią.
- Ale wiesz... Też trzeba mu wybaczyć. Ważne jest to, że żyjecie.
- No... Masz racje...
- Mogłabym się spytać, kto jest w Pirate Cove?
- Foxy. To taki lisek robot. Ale tak naprawdę ma na imię Max.
- Dlaczego jest zamknięty?
- No bo jak widzisz, on popełnił wielką zbrodnię. Po prostu nie wytrzymał i musiał to zrobić bo był spragniony krwi. Ugryzł dziecko w płat czołowy i... Trzeba było go zamknąć. Może sobie swobodnie wychodzić, ale jest bardzo wstrząśnięty.
- To może do niego pójdę?
- Nie radzę
- To pójdę.
-Jesteś tu sama?
- Nie, z moją przyjaciółką Kate.
Nagle w naszym biurze Kate wrzasnęła na całą pizzerię, więc szybko pobiegłam do niej zobaczyć co się dzieję.
- Aaaa! Wrzasnęła jeszcze raz.
- Co się dzieje?
- Chica tu u mnie była!
- Ale już jej nie ma. Powiedziałam z ponurą miną.
- Boje się, już nie chcę tu pracować!
Kate zbierało się na płacz, ale się ogarnęła. Po 10 sekundach Jenny przyszła się przywitać.
- No nie, nie wytrzymam! Jeszcze Bonnie!
- Nie bój się głuptasie! Ona nie jest zła! Jest nawet spoko. Ona jest tylko dzieckiem.
- Że co, gdzie, jak?! Zacinała się Kate.
- Normalnie ty moja chora psycholko!
- To znaczy, że nie muszę się bać?
-Tsa...
- Yey!
Minęła już 6:00 AM a animatroniki poszły sobie spokojnie odpocząć na scenie.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że się spodobało!! do zobaczenia wkrótce!! Piszcie czy nie za długie :)
czwartek, 3 grudnia 2015
Rozdział 1
Pierwszego dnia byłam w swoim domu i leżałam na łóżku rozmyślając. Moi rodzice pojechali na wakacje zostawiając mnie samą... Aż pewnego dnia, przyjechał pod mój dom listonosz, który wsadził jakąś kopertę do skrzynki pocztowej. Więc szybko pobiegłam by sprawdzić co w niej jest. Poszłam do domu by sprawdzić co dostałam. Otwierając list poczułam jakąś podniete i kołatanie w sercu. Otworzyłam i co zobaczyłam? Zobaczyłam pięknie ozdobioną kopertę i jakiś fioletowy strój z napisem "Nocny Stróż". Za pierwszym razem pomyślałam "Co to są za żarty" ale w pewnym momencie postanowiłam przeczytać list.
" Dostaliśmy od Pani wiadomość, że chcę pani pilnować nasze piękne i drogie roboty. Jak pani widzi, dostała pani specjalny strój. Zaczyna Pani jutro o godzinie 12:00 w nocy. Proszę się nie spóźnić, nasza pizzeria to " Freddy Fazbears Pizza" przy ulicy metalowej. Dostanie Pani 100zł za jedną noc".
-Ale takiego nie zgłaszałam! Zadzwonię do rodziców może coś o tym wiedzą.
Po kilku minutach, wzięłam telefon i zadzwoniłam do mamy.
-Cześć mamo
-Hej co tam chciałaś?
-No to więc tak... dostałam kopertę i paczkę z fioletowym mundurem, i mi napisali, że dostanę 100 zł za jedną noc! co to ma znaczyć?!
- My cię tylko wysłaliśmy na studia... i nie wiem dlaczego nas okłamujesz... Może po to by tam nie iść? Świetny żart cześć!
-Ale mamo!...
I w tym momencie moja " Najukochańsza Mamusia" rozłączyła się i nie odbierała ode mnie telefonu. Czy chcielibyście taką mamę jak ona?. Wysłać mnie niby na studia a tak naprawdę jadę do pracy?!
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że takie krótkie ale następne rozdziały są już gotowe do przepisania... będą dłuższe obiecuję :3 Mam nadzieję że was trochę ale troszeńkę będzie :3 to bajo!!
" Dostaliśmy od Pani wiadomość, że chcę pani pilnować nasze piękne i drogie roboty. Jak pani widzi, dostała pani specjalny strój. Zaczyna Pani jutro o godzinie 12:00 w nocy. Proszę się nie spóźnić, nasza pizzeria to " Freddy Fazbears Pizza" przy ulicy metalowej. Dostanie Pani 100zł za jedną noc".
-Ale takiego nie zgłaszałam! Zadzwonię do rodziców może coś o tym wiedzą.
Po kilku minutach, wzięłam telefon i zadzwoniłam do mamy.
-Cześć mamo
-Hej co tam chciałaś?
-No to więc tak... dostałam kopertę i paczkę z fioletowym mundurem, i mi napisali, że dostanę 100 zł za jedną noc! co to ma znaczyć?!
- My cię tylko wysłaliśmy na studia... i nie wiem dlaczego nas okłamujesz... Może po to by tam nie iść? Świetny żart cześć!
-Ale mamo!...
I w tym momencie moja " Najukochańsza Mamusia" rozłączyła się i nie odbierała ode mnie telefonu. Czy chcielibyście taką mamę jak ona?. Wysłać mnie niby na studia a tak naprawdę jadę do pracy?!
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że takie krótkie ale następne rozdziały są już gotowe do przepisania... będą dłuższe obiecuję :3 Mam nadzieję że was trochę ale troszeńkę będzie :3 to bajo!!
czwartek, 26 listopada 2015
Wstęp
Cześć i czołem z tej strony Chicaa 30. Wiem profilowe sie nie zgadza do nazwy ale to już inna historia... kontynuując Będę wstawiala posty ( opowiadania) związane z Fnaf'em... Jak wiecie... to każdy tu może wysyłać komentarze ale nie będzie pokazywac waszej twarzy i nazwy więc spokojnie... coś o mnie hmmm... jestem nastolatką którą wzięło natchnienie na zrobienie bloga... chodze do gimnazjum... Posty będę wstawiala jak najczesciej bo... jak wiecie zwykle tak jest że musze się uczyć albo mi rodzice nie pozwalają ( nie jestem kujonem) ok to chyba wszystko... a i jestem dziewczynką :3 ... ok czekam na odpowiedzi i myślę że was troche będzie ( wątpię) POWODZENIA!!!!! I POZDRAWIAM!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)