Wreszcie Vincent wyszedł ze swojego pokoju z czarnymi ubraniami na sobie (Nie wiem dlaczego XD)
- A co to, pogrzeb?- Zaśmiałam się
- Tak, chyba mojej szklanki.
- Stłukłeś?!- Wtrąciła się Ola
- Niestety, oj jaka szkoda- Położył swoje dłonie na policzkach i uśmiechnął się
- Tą z kwiatkiem?!
- No... Tak
- VINCENT!!- Zdenerwowała się.
- No sorry!
- Vincent. Następnym razem uważaj jak leziesz- Wtrąciłam się ze spokojną miną.
- Nie moja wina, że Oli koszulka leżała na środku i się wywaliłem!
- Szkoda, że tego nie widziałam.- zaśmiałam się
- A co ona tam robiła?- Spytała Ola
- Bo ja wiem?? Ja w niej nie łaziłem!
- To zacznij- Znów się zaśmiałam
- Jeff, pozwól tu!
- Nie mogę, bo robię porządek w szafie!
- I co z nimi robisz?
- Wyrzucam na środek pokoju!
- I korytarza też!- Wtrącił się Vincent.
Razem z Olą śmiałam się jak głupia, a Vinc udawał obrażonego i wrócił do swojego pokoju. Po tym wszystkim wciąż rozbawiona ubrałam się, pożegnałam z wszystkimi i wróciłam do domu. zdjęłam cicho buty i poszłam na boso do salonu. W pewnym momencie przewróciłam się, ponieważ Jack umył płytki. Upadłam na tyłek, ale na szczęście obok był dywan i się właśnie na niego wywaliłam.
- Ała!- Powiedziałam z lekkim wrzaskiem.
Jack zszedł szybko na dół i podszedł do mnie oraz pomógł mi wstać.
- Boli cię?
- Nie wiesz co, łaskocze!- Złapałam się swojego tyłka i zarazem kręgosłupa.
- Po co masz oczy??
- Mogłeś uprzedzić, że podłogę myłeś...! Chyba słyszałeś jak wchodziłam do domu.
- No chyba nie... a tak na serio to skąd jak mogłem wiedzieć, że się wyrąbiesz?
- Dobra już...- Położyłam się i podłożyłam pod głowę mięciusią, fioletową poduszkę.
Jack podał mi szklankę smakowej wody i usiadł koło kanapy tam gdzie leżałam.
-Lepiej?- Spytał.
- Lepiej... Nie mówić.
- Gdzie ty poszłaś tak w ogóle?
- Do koleżanki.
- I co się wydarzyło?
- No... Nie do końca koleżanka tylko...
- Tylko?
- Tylko...- Zastanawiałam się jak powiedzieć kim dla mnie jest Vincent.- Mój chłopak. Tak, mój chłopak.
- No i co?
- Nic się nie stało tylko po prostu chciał abym przyszła.
- Oooo... Jak słodko- Złączył ręce i uśmiechnął się.
- Jack! Nie ręczę za ciebie! Jak tylko przestanie mnie boleć pupa (XD) to cię uduszę!
- Czekam...- Zaśmiał się.
- A czekaj, czekaj. Zaraz wstanę!- Usiadłam z pozycji leżącej i powoli wstawałam. Niestety nie mogłam jeszcze w ogóle wstać i chodzić zbyt dobrze.
- No, no... Poczekam sobie kilka dni- Zaśmiał się.
- JACK! NIE ŚMIEJ SIĘ ZE MNIE BO TO TWOJA WINA CWANIACZKU!
- Mogłaś patrzeć pod nogi siostrzyczko.- Mrugnął słodko dwa razy oczkami.
- Ugh!- Udawałam obrażoną i uśmiechnęłam się lekko.
- Będziesz pracować?- Spytał.
- A czemu nie?
- Ze stłuczonym tyłkiem?- Zaśmiał się cicho.
- Ha ha ha bardzo śmieszne. Rzygam tęczą.
- Chciałabyś spędzić w nocy ze mną czas?
-. . . W sensie?
- Pracować z tobą w pizzeri.
.... Odetchnęłam z ulgą bo myślałam, że miał na myśli... a zresztą nie ważne (XD). Z drugiej strony cieszyłam się, że chciałby ze mną pracować. Już nie mogłam się doczekać nadchodzącej nocy.
- Jack, ty chyba wiesz, że musisz teraz jechać się zapisać?
- No już! Pędzę lecę!- Wyszedł
Tak myślałam. Ja poobijana zostanę sama w domu. No cóż, trzeba korzystać z okazji gdy jestem sama. z lekkim bólem tyłka wchodziłam po schodach i weszłam do pokoju tam, gdzie już Jack się urządził. Były tam różne jego klamoty. Przez ten czas trochę obczaiłam jego teren i usiadłam na jego łóżku, lecz pod kołdrą coś było i w to klapłam. Wstałam i odkryłam to coś. To był nóż, z zaschniętą krwią. Miałam wyrzuty sumienia. Wzięłam go i trzymałam przyglądając się mu. Nagle usłyszałam, że Jack wchodzi do domu. Serce stanęło mi na chwilę, a potem biło jak szalone. Odłożyłam nóż na miejsce i z bólem pobiegłam cicho do swojego pokoju tak, aby mój brat nic nie podejrzewał.
- Nadie, gdzie jesteś?
- Na górze w pokoju.
Jack wszedł do mojego pokoju i pokazał mi zdjęcia dotyczące pizzeri.
- Czy już dostałaś takie zdjęcia?- Spytał
- Nie... Czekaj... Daj mi te zdjęcia.
- Masz- Podał mi.
Na zdjęciach była wyraźnie pokazana Amina i ja, razem z animatronikami. Na niektórych zdjęciach Vincent, jak na początku się wkradł do pizzeri i Foxy z zakrwawionym pyszczkiem i hakiem.
- Jak on może?! Przecież wyraźnie tu jestem pokazana!
- Uspokój się.
- Jak ja mam być spokojna?!
- Normalnie... Dał mi dla ciebie wariatko.
- Jak to, dla mnie?!- Wciąż byłam zdenerwowana.
- Jesteś dobrym pracownikiem razem z Aminą twoją koleżanką i szef poprosił o wyjaśnienie tych tajemnic.
Zaniemówiłam. Myślałam, że zrobił mi to na złość, albo to zwyczajny oszust. A tu niespodzianka, ja mam rozwiązać problem.[...] Podrapałam się po karku z zawstydzenia.
- Nie wiem co powiedzieć...
- Pomyśl. Użyj trochę tego mózgu.
- A właśnie. Skąd wiedział, że jesteś moim bratem i mnie znasz co?
- Pstro... Powiedziałem mu.
- Aha. Wiesz co Jack. Sprawdź czy cię nie ma w swoim pokoju.
- Wyganiasz mnie?? FOCH.- Udawał obrażonego i poszedł do pokoju.
- Ha ha!- Śmiałam się z niego
- Nie śmiej się!- Zmarszczył brwi i uśmiechnął się lekko. Najwyraźniej udaje mnie.
Postanowiłam, że się prześpię. Wpadłam w głęboki sen.
FNaF opowiadania
piątek, 1 kwietnia 2016
poniedziałek, 21 marca 2016
Przerwa
Przepraszam ale nie będę wstawiać Opowiadań przez około 1-2 tygodni. zaraz będę miała egzamin więc muszę się uczyć :( Nie tęsknijcie :) Postaram jakoś szybko przepisać z zeszytu na Bloga. Więc... trzymajcie się moje Vincenty!! :D
sobota, 27 lutego 2016
Skype
Jak chcecie ze mną porozmawiać to zapraszam na mojego Skypa. Jestem jako: Nadie Rennings. A propo opowiadań, to na razie nie będą bo nie mam niestety czasu ;-;. Czekajcie cierpliwie! Narka! :-)
czwartek, 4 lutego 2016
Rozdział 10 "Vincent dostaje Downa!"
Po tych " Pełnych miłości zdarzeniach" postanowiłam zadzwonić do Jack'a bo przecież obiecałam. Wzięłam telefon i stuknęłam w jego numer.
- No co tam?- Powiedział
- Miałam oddzwonić. Kiedy mam przyjść, aby zrobić nam obiad?
- Nie wiem jak chcesz, aż takim pączkiem nie jestem
- Weź bo nabrała mnie ochota na niego. Wracając do tematu, wrócę może o 13:00 dobrze?
- No okej. Ja przez ten czas dom posprzątam.
- Posprzątasz?! To trochę dziwne u chłopaków.
- E tam przesada. dobra kończę pa.
- Pa.- Rozłączyłam się.
Gdy skończyłam rozmowę poszłam do towarzystwa. Jeff poszedł do swojego pokoju i zaczął czytać książkę, a Ola przeglądała coś na laptopie. Podeszłam w stronę siostry Vincenta i usiadłam koło niej. Wyjęłam telefon i przeglądałam Fb.
- Co robisz?- Spytała.
- Przeglądam Fb a ty?
- Szukam ładnego zdjęcia aby wydrukować.
- A dokładnie co?
- Hmm... Zwierzę lub młodzieżowe nalepki.
- O, to fajnie
- Tak... A co fajnego jest w tym facebook'u?
- Sama nie wiem. Mam założonego tylko po to, aby znaleźć jakieś suchary albo z kimś popisać.
Vincent wpadł tak nagle do pokoju tam gdzie przebywałyśmy.
- Z buta wieżdżam!- Zaśmiał się Vincent.
- A mój numer buta zaraz wyląduje na twoim łbie!- Zażartowała Ola uśmiechając się.
- Lepiej nie bo mi podrażnisz skórę.- Pogłaskał swój policzek.
Ola walnęła się w czoło i zaśmiała się, a ja za nią, to samo.
- Vincent, ty mnie rozwalasz.- Powiedziałam
- No wiem.- Złapał się za koszulkę i zrobił dziubek z uśmieszkiem.
- Ja pierdziu.- Ola wciąż była rozbawiona.
- A ja mam pomysł!
Wstałam i podeszłam do Vinca łapiąc go za koszule. Wyprowadziłam go zza drzwi, a przy okazji odprowadziłam do pokoju. Dałam mu buziaka w policzek, a potem lekkiego plaskacza i pobiegłam do Oli.
- Co ty zrobiłaś?- Spytała
- Odprowadziłam go grzecznie do pokoju.- Wyszczerzyłam zęby.
- Nie wiem jak ci dziękować! Mam go już dosyć! Bez urazy Nadie.
- Nie no spoko każdy ma własne zdanie. Zaśmiałam się- Ale trochę racji masz.
Ola uśmiechnęła się i wydrukowała sobie nalepki. Przykleiła do ściany a zaraz po tym usiadła koło mnie.
- A ty tak w ogóle to chodzisz z Vincentem jeżeli się już całujecie?
- Nie wiem. On mnie nie pytał i ja również.- Sprawdziłam drzwi czy przypadkiem Vincent w nich nie stoi po czym zamknęłam cicho drzwi.
- A chciałabyś?
- Pytanie! Jasne, że tak!
- Hmm...- Zamyśliła się i w pewnym momencie spojrzała na mnie i się lekko uśmiechnęła. Pewnie miała coś na myśli.
- Ola, nawet o tym nie myśl!- Uśmiechnęłam się z zmarszczonym czołem i pokazałam jej wskazującego palca i nim trzęsłam nim w prawo i lewo.
- Ja nie myśle. A ty miałaś na myśli, że... ?
- Nie istotne. Nie było tematu
- Jak chcesz.
Spojrzałam na zegarek aby sprawdzić, która godzina. Była już 9:56. Spytałam Oli czy pójdziemy na dół. Zgodziła sie, więc poszłyśmy i usiadłyśmy na kanapie.
- Chciałabyś pobrać ze mną na konsoli?- Spytała.
- No jasne, a w jaką grę?
- Nie wiem, znajdzie się.
- Okej.
w tym samym czasie Vincent zszedł na dół i stał za kanapą tam gdzie siedziałyśmy. Oparł się o jej tył. Podszedł do mnie i zakrył mi oczy, tak aby mi przeszkodzić w graniu.
- No Vincent weź te ręce! Odpychałam go lekko z uśmieszkiem na twarzy.
- Tak! Wygrałam!- Powiedziała zadowolona Ola.
- Dzięki Vincent.- Uśmiechnęłam się lekko i poprawiłam włosy z powodu ich potargania przez Vincenta.
- Nie ma sprawy Nadie.- Szeptem- zaraz tak Oli zrobię.
Ola włączyła jeszcze raz grę i przygotowywałyśmy się do startu. Tym razem Vinc stał za Olą. Odwróciła się i powiedziała:
- Spadaj, nawet o tym nie myśl!- Spojrzała się na niego i uśmiechnęła się.
- A skąd ty wiesz co ja chcę zrobić?- Pisnął Vincent.
- Domyślam się Vincent! Jak chociaż mnie tykniesz to ci nogi z dupy powyrywam!
Vincent tylko się uśmiechnął i podparł się o tył kanapy. Wciąż jednak stał za Olą. My już zaczęłyśmy grę a Vincent zaśmiał się psychicznie i zakrył Oli oczy oraz zabrał jej konsole. Ja siedziałam cicho, ponieważ usłyszałam jak Vincent śmieje się dość głośno i psychicznie.
- Vincent! ty idioto!- Wzięła od swojej twarzy jego dłonie i dla żartów złapała Vincenta za gardło.- Masz przechlapane mój drogi!
- Nie mogłem się powstrzymać!- Pisnął.
- To następnym razem powiem Nadie by ci przywiązała ręce do słupka!
- Będę nie miła!- Uśmiechnęłam się i złączyłam ręce, patrząc się na niego z dołu.
- Nein!- Uciekł od Oli po czym pobiegł do swojego pokoju.
- Słodziak, a zarazem debil- Powiedziałam.
- Święte słowa Nadie... Święte słowa...
Grę dopiero skończyłyśmy o godzinie 11:20. Ola zrobiła mi kawy i jeszcze przez godzinkę sobie pogadałyśmy. Tylko szokiem było to, że Vincent z pokoju ani razu nie wyszedł.
- Dziękuję ci Ola za wszystko ale muszę już iść.
- Dlaczego?
- Bo obiecałam Jack'owi, że przyjdę o 13:00.
- A jest?
- 12:20
- A przyjdziesz jutro?
- Nie wiem, zobaczymy czy będę aż tak zmęczona po nocnej pracy. O ile przeżyje...
- A właśnie, gadaj, jak tam w pracy?
- No comment (czyt. Noł koment)
- Aż tak źle?
- Tak i boję sie, że umrę lub dostanę zawału.
- Próbują cię zabić?
- Z ust mi to wyjęłaś.
- Zgadłam?
- Tak.
- Który najgroźniejszy?
- Foxy.
- Ten, ten, ten taki nie ogar w przepasce i w brązowych gatkach?
- Tak, to ten.
- Ja mu zaraz przyfasole! Dawaj mi go! Idę z tobą!
- Ola, spokój. Dam sobie radę. A tak w ogóle to on tylko po lewej stronie jest i trzeba tylko słuchać czy biegnie, albo patrzeć co chwila na kamerę, że tak powiem " kamerę Foxy'ego"
- Wow. Ty się już na tym znasz jak zauważyłam.
- Tak, tylko problem w tym, gdzie Bonnie może się poruszać, bo ani razu nie był. Dobra raz był, ale nie wiem czy może na przykład po drugiej stronie drzwi, czy może biegać. To jeszcze trzeba się jej uczepić.
- A co on chory na coś?
- Nie wiem, ale ostatnio widziałam go we krwi.
Ola zdziwiła się i nie wiedziała co dalej powiedzieć.
- No co tam?- Powiedział
- Miałam oddzwonić. Kiedy mam przyjść, aby zrobić nam obiad?
- Nie wiem jak chcesz, aż takim pączkiem nie jestem
- Weź bo nabrała mnie ochota na niego. Wracając do tematu, wrócę może o 13:00 dobrze?
- No okej. Ja przez ten czas dom posprzątam.
- Posprzątasz?! To trochę dziwne u chłopaków.
- E tam przesada. dobra kończę pa.
- Pa.- Rozłączyłam się.
Gdy skończyłam rozmowę poszłam do towarzystwa. Jeff poszedł do swojego pokoju i zaczął czytać książkę, a Ola przeglądała coś na laptopie. Podeszłam w stronę siostry Vincenta i usiadłam koło niej. Wyjęłam telefon i przeglądałam Fb.
- Co robisz?- Spytała.
- Przeglądam Fb a ty?
- Szukam ładnego zdjęcia aby wydrukować.
- A dokładnie co?
- Hmm... Zwierzę lub młodzieżowe nalepki.
- O, to fajnie
- Tak... A co fajnego jest w tym facebook'u?
- Sama nie wiem. Mam założonego tylko po to, aby znaleźć jakieś suchary albo z kimś popisać.
Vincent wpadł tak nagle do pokoju tam gdzie przebywałyśmy.
- Z buta wieżdżam!- Zaśmiał się Vincent.
- A mój numer buta zaraz wyląduje na twoim łbie!- Zażartowała Ola uśmiechając się.
- Lepiej nie bo mi podrażnisz skórę.- Pogłaskał swój policzek.
Ola walnęła się w czoło i zaśmiała się, a ja za nią, to samo.
- Vincent, ty mnie rozwalasz.- Powiedziałam
- No wiem.- Złapał się za koszulkę i zrobił dziubek z uśmieszkiem.
- Ja pierdziu.- Ola wciąż była rozbawiona.
- A ja mam pomysł!
Wstałam i podeszłam do Vinca łapiąc go za koszule. Wyprowadziłam go zza drzwi, a przy okazji odprowadziłam do pokoju. Dałam mu buziaka w policzek, a potem lekkiego plaskacza i pobiegłam do Oli.
- Co ty zrobiłaś?- Spytała
- Odprowadziłam go grzecznie do pokoju.- Wyszczerzyłam zęby.
- Nie wiem jak ci dziękować! Mam go już dosyć! Bez urazy Nadie.
- Nie no spoko każdy ma własne zdanie. Zaśmiałam się- Ale trochę racji masz.
Ola uśmiechnęła się i wydrukowała sobie nalepki. Przykleiła do ściany a zaraz po tym usiadła koło mnie.
- A ty tak w ogóle to chodzisz z Vincentem jeżeli się już całujecie?
- Nie wiem. On mnie nie pytał i ja również.- Sprawdziłam drzwi czy przypadkiem Vincent w nich nie stoi po czym zamknęłam cicho drzwi.
- A chciałabyś?
- Pytanie! Jasne, że tak!
- Hmm...- Zamyśliła się i w pewnym momencie spojrzała na mnie i się lekko uśmiechnęła. Pewnie miała coś na myśli.
- Ola, nawet o tym nie myśl!- Uśmiechnęłam się z zmarszczonym czołem i pokazałam jej wskazującego palca i nim trzęsłam nim w prawo i lewo.
- Ja nie myśle. A ty miałaś na myśli, że... ?
- Nie istotne. Nie było tematu
- Jak chcesz.
Spojrzałam na zegarek aby sprawdzić, która godzina. Była już 9:56. Spytałam Oli czy pójdziemy na dół. Zgodziła sie, więc poszłyśmy i usiadłyśmy na kanapie.
- Chciałabyś pobrać ze mną na konsoli?- Spytała.
- No jasne, a w jaką grę?
- Nie wiem, znajdzie się.
- Okej.
w tym samym czasie Vincent zszedł na dół i stał za kanapą tam gdzie siedziałyśmy. Oparł się o jej tył. Podszedł do mnie i zakrył mi oczy, tak aby mi przeszkodzić w graniu.
- No Vincent weź te ręce! Odpychałam go lekko z uśmieszkiem na twarzy.
- Tak! Wygrałam!- Powiedziała zadowolona Ola.
- Dzięki Vincent.- Uśmiechnęłam się lekko i poprawiłam włosy z powodu ich potargania przez Vincenta.
- Nie ma sprawy Nadie.- Szeptem- zaraz tak Oli zrobię.
Ola włączyła jeszcze raz grę i przygotowywałyśmy się do startu. Tym razem Vinc stał za Olą. Odwróciła się i powiedziała:
- Spadaj, nawet o tym nie myśl!- Spojrzała się na niego i uśmiechnęła się.
- A skąd ty wiesz co ja chcę zrobić?- Pisnął Vincent.
- Domyślam się Vincent! Jak chociaż mnie tykniesz to ci nogi z dupy powyrywam!
Vincent tylko się uśmiechnął i podparł się o tył kanapy. Wciąż jednak stał za Olą. My już zaczęłyśmy grę a Vincent zaśmiał się psychicznie i zakrył Oli oczy oraz zabrał jej konsole. Ja siedziałam cicho, ponieważ usłyszałam jak Vincent śmieje się dość głośno i psychicznie.
- Vincent! ty idioto!- Wzięła od swojej twarzy jego dłonie i dla żartów złapała Vincenta za gardło.- Masz przechlapane mój drogi!
- Nie mogłem się powstrzymać!- Pisnął.
- To następnym razem powiem Nadie by ci przywiązała ręce do słupka!
- Będę nie miła!- Uśmiechnęłam się i złączyłam ręce, patrząc się na niego z dołu.
- Nein!- Uciekł od Oli po czym pobiegł do swojego pokoju.
- Słodziak, a zarazem debil- Powiedziałam.
- Święte słowa Nadie... Święte słowa...
Grę dopiero skończyłyśmy o godzinie 11:20. Ola zrobiła mi kawy i jeszcze przez godzinkę sobie pogadałyśmy. Tylko szokiem było to, że Vincent z pokoju ani razu nie wyszedł.
- Dziękuję ci Ola za wszystko ale muszę już iść.
- Dlaczego?
- Bo obiecałam Jack'owi, że przyjdę o 13:00.
- A jest?
- 12:20
- A przyjdziesz jutro?
- Nie wiem, zobaczymy czy będę aż tak zmęczona po nocnej pracy. O ile przeżyje...
- A właśnie, gadaj, jak tam w pracy?
- No comment (czyt. Noł koment)
- Aż tak źle?
- Tak i boję sie, że umrę lub dostanę zawału.
- Próbują cię zabić?
- Z ust mi to wyjęłaś.
- Zgadłam?
- Tak.
- Który najgroźniejszy?
- Foxy.
- Ten, ten, ten taki nie ogar w przepasce i w brązowych gatkach?
- Tak, to ten.
- Ja mu zaraz przyfasole! Dawaj mi go! Idę z tobą!
- Ola, spokój. Dam sobie radę. A tak w ogóle to on tylko po lewej stronie jest i trzeba tylko słuchać czy biegnie, albo patrzeć co chwila na kamerę, że tak powiem " kamerę Foxy'ego"
- Wow. Ty się już na tym znasz jak zauważyłam.
- Tak, tylko problem w tym, gdzie Bonnie może się poruszać, bo ani razu nie był. Dobra raz był, ale nie wiem czy może na przykład po drugiej stronie drzwi, czy może biegać. To jeszcze trzeba się jej uczepić.
- A co on chory na coś?
- Nie wiem, ale ostatnio widziałam go we krwi.
Ola zdziwiła się i nie wiedziała co dalej powiedzieć.
sobota, 30 stycznia 2016
Rozdział 9 "Kłamczuch"
Moją rozmowę z Jack'em przerwało dzwonienie mojego telefonu. Spojrzałam najpierw kto to, a po chwili odebrałam. To był Vincent.
- Tak słucham?- Powiedziałam.
- Nadie? Musisz przyjść natychmiast!
- A co się stało?- Byłam zdziwiona i lekko przestraszona.
- Nie pytaj tylko przychodź!- Rozłączył się.
- Przepraszam Jack ale muszę spadać.
- A co się stało?
- Właśnie nie wiem.- Wzruszyłam ramionami- Dobra pa za dzwonie jeszcze do ciebie- Dałam mu buziaka w policzek i wyszłam.
Szłam szybkim krokiem do domu Oli i Vincenta. Po 3 minutach byłam już ku celu i skręciłam w ich wejście. Wyszłam bez pukania do domu (Wiem nie ładnie xD) i wbiegłam w butach do salonu.
- Co się stało?- Spytałam Oli.
- Nic się nie stało- Uśmiechnęła się- a co by miało się stać?
- No bo dostałam powiadomienie od Vincenta, że coś się stało i mam szybko przyjść.
Ola wpadła w śmiech i załamała się.
- Vincent! ty kłamco! Chodź tu!- Wołała.
Vincent wyszedł zza drzwi swojego pokoju i stanął na środku przejścia na schodach.
- Co się niby miało stać?!- Wciąż była rozbawiona.
- Chciałem tylko, żeby przyszła- Pisnął słodkim głosem.
- No to mogłeś od razu powiedzieć a nie, mam czerpać nerwy nie wiem po co!- Wtrąciłam się i zmarszczyłam brwi udając obrażoną.
- Oj przepraszam, nie myślałem, że się aż tak wnerwię.
- I nie wnerwiłeś Vincent- Podniosłam jedną brew i uśmiechnęłam się.
- W takim razie gdy już jesteś to siadaj i gadaj- zaprotestowała Ola.
- Ale o czym?
- Chociaż by o pogodzie.
- Błagam nie zmuszaj mnie do tego, to nudne.
- No dobra jak chcesz. A co ty lubisz lub o czym lubisz pogadać?
- O chłopakach.
- Vincent wyjdź! Wszelkie prawa zastrzeżone!- spojrzała na niego i pokazała mu jego pokój.
- Ale...
- 3...2...1...
Szybko pobiegł do pokoju.
- Bo na sposoby są sposoby- Uśmiechnęła się.
- To on się ciebie boi?
- Czasami, albo tylko się przed tobą popisuje.
- Przede mną? Błagam cię...
- No tak przed tobą.
- Hahahaha- zaśmiałam się.
- To gadaj podoba ci się Vincent?
- ............
- No?
- No... tak podoba
- Tak myślałam! Ale było by fajnie mieć ciebie w rodzinie!
Podeszłam do niej i zakryłam jej usta.
- Ciiiiii!!! Nie krzycz bo usłyszy kto!
Ola próbowała coś wydobyć z ust ale przeszkadzały jej moje dłonie. Postanowiłam wziąć moją rękę stamtąd.
- Ale to już chyba jasne, że już ze sobą będziecie!
- Czemu tak myślisz?
- Bo ciebie kocha i już cię całował!
Zrobiłam się czerwona i zakryłam się dłońmi.
- Nie wstydź się Nadie! To normalne.
Wciąż z zakrytą twarzą pokazałam palcem Vincenta, który stał oparty o bok drzwi. Miał podniesioną brew do góry, podwinięte rękawy i skrzyżowane ręce. Patrzył się na Ole.
- Mówiłam byś nie krzyczała.- Wciąż miałam zakrytą twarz.
- Vincent? Ymmm... braciszku?- Wstała i próbowała wyjść zza drzwi, ale Vincent w nich stał co nie umożliwiało wyjścia Oli.
- Coś masz jeszcze do powiedzenie?- Zbliżał się powoli do niej z lekkim uśmieszkiem na twarzy. był przygotowany na atak łaskotek.
-Ymmm... Kocham cię?
- Słodkie, ale nie aż tak by mnie powstrzymać!- Uśmiechnął się i gwałtownie przybliżył się do Oli łaskocząc ją.
- Nie Vincent, przestań! To łaskocze!- Śmiała się głośno.
-Nie... Wiesz co, boli!- Powiedział zgrubionym głosem a zarazem z uśmieszkiem.
Jeff słyszał z pokoju chichranie się i podszedł do drzwi, gdzie było towarzystwo.
- A co tu się wyrabia?- Położył swoje ręce na biodrach i uśmiechnął się lekko.
- Jeff pomóż mi plis!- śmiała się nadal.
- Vincent!! chcesz mieć oblane panele?
Vincent przestał już ją łaskotać i przybliżył się do mnie.
- Jeff!!- przycupnęła do niego i wtuliła się- dziękuje.
- Jedno słowo i już po kłopocie!- Uśmiechnął się i pocałował Ole w czoło.
Vincent swoją twarz przybliżył do mnie i patrzył mi się w oczy. Ja również się w jego gapiłam. Wziął poduszkę, zakrył nasze twarze i zaczął mnie namiętnie całować. Ja byłam lekko zdziwiona, a za razem podekscytowana. Ola patrzyła się tylko i uśmiechała się.
- Już widzę jakie tu dzieci będą ładne...- Zaśmiała się.
Zerwaliśmy się z fotelu i zrobiliśmy zdziwione oraz zawstydzone miny.
- COOOO?!- Powiedzieliśmy razem.
- Przecież ja żartowałam!- Znowu się zaśmiała.
- Oj siostra... Nagrabiłaś sobie teraz...
- Vincent, nie przy mnie...- Uśmiechnęłam się.
Vincent spojrzał na mnie i uśmiechnął się szczerząc zęby.
- oooo, Vincent pokazałeś swoje kiełki.
- No widzisz siostra... Ale jak Nadie pójdzie to dostaniesz tak, i tak.
- HELP.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jeżeli w kolejnych rozdziałach będą pojawiać się tacy bohaterowie, którzy występują często, to dodaje do "Informacji" na górze w pasku... już doszedł Jack więc... Czekajcie na inne postacie! Dajcie mi wenę! Cześć i czołem za parę dni lub tygodni! XD
- Tak słucham?- Powiedziałam.
- Nadie? Musisz przyjść natychmiast!
- A co się stało?- Byłam zdziwiona i lekko przestraszona.
- Nie pytaj tylko przychodź!- Rozłączył się.
- Przepraszam Jack ale muszę spadać.
- A co się stało?
- Właśnie nie wiem.- Wzruszyłam ramionami- Dobra pa za dzwonie jeszcze do ciebie- Dałam mu buziaka w policzek i wyszłam.
Szłam szybkim krokiem do domu Oli i Vincenta. Po 3 minutach byłam już ku celu i skręciłam w ich wejście. Wyszłam bez pukania do domu (Wiem nie ładnie xD) i wbiegłam w butach do salonu.
- Co się stało?- Spytałam Oli.
- Nic się nie stało- Uśmiechnęła się- a co by miało się stać?
- No bo dostałam powiadomienie od Vincenta, że coś się stało i mam szybko przyjść.
Ola wpadła w śmiech i załamała się.
- Vincent! ty kłamco! Chodź tu!- Wołała.
Vincent wyszedł zza drzwi swojego pokoju i stanął na środku przejścia na schodach.
- Co się niby miało stać?!- Wciąż była rozbawiona.
- Chciałem tylko, żeby przyszła- Pisnął słodkim głosem.
- No to mogłeś od razu powiedzieć a nie, mam czerpać nerwy nie wiem po co!- Wtrąciłam się i zmarszczyłam brwi udając obrażoną.
- Oj przepraszam, nie myślałem, że się aż tak wnerwię.
- I nie wnerwiłeś Vincent- Podniosłam jedną brew i uśmiechnęłam się.
- W takim razie gdy już jesteś to siadaj i gadaj- zaprotestowała Ola.
- Ale o czym?
- Chociaż by o pogodzie.
- Błagam nie zmuszaj mnie do tego, to nudne.
- No dobra jak chcesz. A co ty lubisz lub o czym lubisz pogadać?
- O chłopakach.
- Vincent wyjdź! Wszelkie prawa zastrzeżone!- spojrzała na niego i pokazała mu jego pokój.
- Ale...
- 3...2...1...
Szybko pobiegł do pokoju.
- Bo na sposoby są sposoby- Uśmiechnęła się.
- To on się ciebie boi?
- Czasami, albo tylko się przed tobą popisuje.
- Przede mną? Błagam cię...
- No tak przed tobą.
- Hahahaha- zaśmiałam się.
- To gadaj podoba ci się Vincent?
- ............
- No?
- No... tak podoba
- Tak myślałam! Ale było by fajnie mieć ciebie w rodzinie!
Podeszłam do niej i zakryłam jej usta.
- Ciiiiii!!! Nie krzycz bo usłyszy kto!
Ola próbowała coś wydobyć z ust ale przeszkadzały jej moje dłonie. Postanowiłam wziąć moją rękę stamtąd.
- Ale to już chyba jasne, że już ze sobą będziecie!
- Czemu tak myślisz?
- Bo ciebie kocha i już cię całował!
Zrobiłam się czerwona i zakryłam się dłońmi.
- Nie wstydź się Nadie! To normalne.
Wciąż z zakrytą twarzą pokazałam palcem Vincenta, który stał oparty o bok drzwi. Miał podniesioną brew do góry, podwinięte rękawy i skrzyżowane ręce. Patrzył się na Ole.
- Mówiłam byś nie krzyczała.- Wciąż miałam zakrytą twarz.
- Vincent? Ymmm... braciszku?- Wstała i próbowała wyjść zza drzwi, ale Vincent w nich stał co nie umożliwiało wyjścia Oli.
- Coś masz jeszcze do powiedzenie?- Zbliżał się powoli do niej z lekkim uśmieszkiem na twarzy. był przygotowany na atak łaskotek.
-Ymmm... Kocham cię?
- Słodkie, ale nie aż tak by mnie powstrzymać!- Uśmiechnął się i gwałtownie przybliżył się do Oli łaskocząc ją.
- Nie Vincent, przestań! To łaskocze!- Śmiała się głośno.
-Nie... Wiesz co, boli!- Powiedział zgrubionym głosem a zarazem z uśmieszkiem.
Jeff słyszał z pokoju chichranie się i podszedł do drzwi, gdzie było towarzystwo.
- A co tu się wyrabia?- Położył swoje ręce na biodrach i uśmiechnął się lekko.
- Jeff pomóż mi plis!- śmiała się nadal.
- Vincent!! chcesz mieć oblane panele?
Vincent przestał już ją łaskotać i przybliżył się do mnie.
- Jeff!!- przycupnęła do niego i wtuliła się- dziękuje.
- Jedno słowo i już po kłopocie!- Uśmiechnął się i pocałował Ole w czoło.
Vincent swoją twarz przybliżył do mnie i patrzył mi się w oczy. Ja również się w jego gapiłam. Wziął poduszkę, zakrył nasze twarze i zaczął mnie namiętnie całować. Ja byłam lekko zdziwiona, a za razem podekscytowana. Ola patrzyła się tylko i uśmiechała się.
- Już widzę jakie tu dzieci będą ładne...- Zaśmiała się.
Zerwaliśmy się z fotelu i zrobiliśmy zdziwione oraz zawstydzone miny.
- COOOO?!- Powiedzieliśmy razem.
- Przecież ja żartowałam!- Znowu się zaśmiała.
- Oj siostra... Nagrabiłaś sobie teraz...
- Vincent, nie przy mnie...- Uśmiechnęłam się.
Vincent spojrzał na mnie i uśmiechnął się szczerząc zęby.
- oooo, Vincent pokazałeś swoje kiełki.
- No widzisz siostra... Ale jak Nadie pójdzie to dostaniesz tak, i tak.
- HELP.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jeżeli w kolejnych rozdziałach będą pojawiać się tacy bohaterowie, którzy występują często, to dodaje do "Informacji" na górze w pasku... już doszedł Jack więc... Czekajcie na inne postacie! Dajcie mi wenę! Cześć i czołem za parę dni lub tygodni! XD
czwartek, 28 stycznia 2016
Rozdział 8 "Nocna zmiana i Mleczko kokosowe z truskawką."
- Nadie, wstań uspokój się i usiądź na krześle.
- Pomóż mi.
- Ehhh...
Podała mi rękę, a ja złapałam się jej i podniosłam. Wciąż czułam, że to wszystko nie ma sensu. Chciałabym już wrócić do domu, lecz muszę sobie jakoś radzić w życiu zarabiając.
- Już się uspokoiłaś?
- Mhm...
- No to się zajmujesz drzwiami.
- N-no dobra.
Stałam przy drzwiach opierając się o ścianę. Nagle zauważyłam, że Foxy spojrzał na mnie zza "Pirate Cove". Przestraszyłam się i zrobiłam wielkie oczy.
- Amina, spójrz w kamerę tam gdzie jest Foxy...
- Po co?
- Zobacz.
Otworzyła kamerę i przyglądała się.
- A ten co wyprawia?
- Patrzy na nas.
- Ty patrz biegnie! Zamykaj drzwi!
Podbiegłam i zamknęłam mu przed nosem, a Foxy walił hakiem o drzwi i ujawnił się w okienku.
- To jeszcze nie koniec!- oczy Foxy'ego stały się czarne i wrócił do swojego miejsca.
- O co mu chodzi?!
- A mnie się pytasz?!- Podniosłam jedną brew do góry.
- No przecież ty z nim najczęściej rozmawiałaś!
- Mhm... Bardzo długo, raptem 10 minut.
- Uhh... Dobra nie kłóćmy się tylko zabierzmy do pracy.
- Mam już otworzyć drzwi?
- Tak.
Otworzyłam drzwi i pobiegłam do drugich. I tak cały czas biegałam w kółko sprawdzając czy nikogo nie ma. Po godzinie powiedziałam "Dość" i poprosiłam o zmianę położenia z Aminą.
- Dasz sobie radę z kamerą?- Spytała.
- Tak, tak... A ty z drzwiami?
- Tsa.
Sprawdziłam, która godzina patrząc na mój czarny zegarek.
- Jest 4 AM, więc zaraz skończymy
- A tak dokładniej, która jest?
- 4:24
- Nie chcę mi się tyle siedzieć.
- Noms, mi też ale trzeba.
- A co się stało Kate, że dzisiaj nie przyszła do pracy? Wiem jest w ciąży ale jeszcze nie zrezygnowała z pracy.
- Jeszcze nie?!
- N-no nie... Gadałam z nią w sklepie, bo akurat ją spotkałam i powiedziała, że się jeszcze nie wypisze, bo ciąża to nie choroba.
Zrobiłam wielkie oczy i złapałam się za głowę nie dowierzając.
- Nie wierzę.
- To uwierz.
- Kiedy to było?
- Hmmm... Z 7 godzin temu.
- Co?!
- Pstro jak nie wiesz co.
Uśmiechnęła się i co chwila podchodziła do innych drzwi. Ja już dałam sobie spokój z ciągłymi pytaniami i sprawdzałam kamery. Była już 5:36, a wciąż nie widziałam nigdzie Bonnie'ego. Może on jest normalny? Ale nie... chyba wątpię. Znowu zamieniłam się z Aminą miejscami. I dobrze, bo miałam już dosyć siedzenia i patrzenia w kamery. Zostało jeszcze 15% baterii ale chyba wystarczy bo zaraz koniec.
- Znalazłam Bonnie'ego!- Spojrzała się na mnie Amina.
- Pokarz mi, gdzie on jest?
- Między stołami.
Podeszłam i zobaczyłam w miejscu jego przebywania. Cały był we krwi. Jedno mnie zastanawiało "Dlaczego Bonnie jest umorusany krwią?". Na odpowiedź nie liczyłam bo nie wiadomo.
- Ymm... - Zrobiłam wielkie oczy.
- Boże... Daj mi siłę i cierpliwość do tych chorych umysłowo Animatronów.
Zaśmiałam się głośno i zakryłam twarz dłońmi.
- Takie śmieszne?- Spytała.
Ja się nadal śmiałam i waliłam łbem o ścianę.
- Heh, nie wal się bo jeszcze będziesz potrzebna. - Zaśmiała się.
- Dobra, ale chwila... Ja się śmieję a tu animatronik w krwi.
- To się nie śmiej.- Uśmiechnęła się.
Kamera zszarzała na 5 sekund, a po tym zaraz Bonnie'ego nie było. Poszedł z powrotem na scenę i usiadł w kącie. Zakrył się dłońmi a króliczy pyszczek schował między nogami. No to chyba miałam racje. Bonnie jest normalny. Reszta się zbuntowała i są przeciwko nam. Ale lepiej nie podchodzić bo mogę się mylić.
- Biedactwo.- Powiedziałam
- Ty już nie bądź taka pełna miłości! Widzisz co się dzieje? Chcą nas zabić!
- Nie mamy dowodów!
- Jak to nie mamy?! Widzisz chyba jak oni się zachowują.
- Dobra masz racje przepraszam.
Po chwili wybiła 6 AM i wreszcie skończył się nam ten koszmar. Animatroniki poszły sobie na scenę, a ja z Aminą poszłyśmy do swoich domów. Przeżyłyśmy z 2% baterii, WOW. Wróciłam do swojego domu, a Jack siedział na mojej kanapie oglądając telewizje. Otworzyłam drzwi i weszłam powoli do środka.
- Cześć Jack.- Powiedziałam.
- O hej Nadie.- Odwrócił się do mnie.
Położyłam torbę na krześle i poszłam do łazienki, aby po nocnej zmianie się umyć i przebrać w czyste i pachnące ubrania. Zeszłam na dół i napiłam się soku.
- Jack? A co ty tak wcześnie wstałeś? Jest godzina.. - Spojrzałam na zegarek- 6:45.
- Ja tak teraz wstaje, a tak w ogóle to w twoim domu jest zbyt gorąco.
- Aha, to normalne- Machnęłam ręką.
Jack wstał i przybliżył się do mnie. Ja stałam nieruchomo i patrzyłam w jego oczy i na jego ruchy. Zaczął mnie wąchać.
- Czy to... Kokos?- Spytał.
- Mleczko do ciała o zapachu kokosa i truskawki tak dokładniej.
- A co to za nowość? Nowe połączenie?
- Tak, moje połączenie. Zmieszałam kokos z truskawką. Dwa różne mleczka.
- Ale muszę przyznać, że ładnie to dobrałaś.
- Ah dziękuję- Uśmiechnęłam się i spuściłam wzrok.
- Pomóż mi.
- Ehhh...
Podała mi rękę, a ja złapałam się jej i podniosłam. Wciąż czułam, że to wszystko nie ma sensu. Chciałabym już wrócić do domu, lecz muszę sobie jakoś radzić w życiu zarabiając.
- Już się uspokoiłaś?
- Mhm...
- No to się zajmujesz drzwiami.
- N-no dobra.
Stałam przy drzwiach opierając się o ścianę. Nagle zauważyłam, że Foxy spojrzał na mnie zza "Pirate Cove". Przestraszyłam się i zrobiłam wielkie oczy.
- Amina, spójrz w kamerę tam gdzie jest Foxy...
- Po co?
- Zobacz.
Otworzyła kamerę i przyglądała się.
- A ten co wyprawia?
- Patrzy na nas.
- Ty patrz biegnie! Zamykaj drzwi!
Podbiegłam i zamknęłam mu przed nosem, a Foxy walił hakiem o drzwi i ujawnił się w okienku.
- To jeszcze nie koniec!- oczy Foxy'ego stały się czarne i wrócił do swojego miejsca.
- O co mu chodzi?!
- A mnie się pytasz?!- Podniosłam jedną brew do góry.
- No przecież ty z nim najczęściej rozmawiałaś!
- Mhm... Bardzo długo, raptem 10 minut.
- Uhh... Dobra nie kłóćmy się tylko zabierzmy do pracy.
- Mam już otworzyć drzwi?
- Tak.
Otworzyłam drzwi i pobiegłam do drugich. I tak cały czas biegałam w kółko sprawdzając czy nikogo nie ma. Po godzinie powiedziałam "Dość" i poprosiłam o zmianę położenia z Aminą.
- Dasz sobie radę z kamerą?- Spytała.
- Tak, tak... A ty z drzwiami?
- Tsa.
Sprawdziłam, która godzina patrząc na mój czarny zegarek.
- Jest 4 AM, więc zaraz skończymy
- A tak dokładniej, która jest?
- 4:24
- Nie chcę mi się tyle siedzieć.
- Noms, mi też ale trzeba.
- A co się stało Kate, że dzisiaj nie przyszła do pracy? Wiem jest w ciąży ale jeszcze nie zrezygnowała z pracy.
- Jeszcze nie?!
- N-no nie... Gadałam z nią w sklepie, bo akurat ją spotkałam i powiedziała, że się jeszcze nie wypisze, bo ciąża to nie choroba.
Zrobiłam wielkie oczy i złapałam się za głowę nie dowierzając.
- Nie wierzę.
- To uwierz.
- Kiedy to było?
- Hmmm... Z 7 godzin temu.
- Co?!
- Pstro jak nie wiesz co.
Uśmiechnęła się i co chwila podchodziła do innych drzwi. Ja już dałam sobie spokój z ciągłymi pytaniami i sprawdzałam kamery. Była już 5:36, a wciąż nie widziałam nigdzie Bonnie'ego. Może on jest normalny? Ale nie... chyba wątpię. Znowu zamieniłam się z Aminą miejscami. I dobrze, bo miałam już dosyć siedzenia i patrzenia w kamery. Zostało jeszcze 15% baterii ale chyba wystarczy bo zaraz koniec.
- Znalazłam Bonnie'ego!- Spojrzała się na mnie Amina.
- Pokarz mi, gdzie on jest?
- Między stołami.
Podeszłam i zobaczyłam w miejscu jego przebywania. Cały był we krwi. Jedno mnie zastanawiało "Dlaczego Bonnie jest umorusany krwią?". Na odpowiedź nie liczyłam bo nie wiadomo.
- Ymm... - Zrobiłam wielkie oczy.
- Boże... Daj mi siłę i cierpliwość do tych chorych umysłowo Animatronów.
Zaśmiałam się głośno i zakryłam twarz dłońmi.
- Takie śmieszne?- Spytała.
Ja się nadal śmiałam i waliłam łbem o ścianę.
- Heh, nie wal się bo jeszcze będziesz potrzebna. - Zaśmiała się.
- Dobra, ale chwila... Ja się śmieję a tu animatronik w krwi.
- To się nie śmiej.- Uśmiechnęła się.
Kamera zszarzała na 5 sekund, a po tym zaraz Bonnie'ego nie było. Poszedł z powrotem na scenę i usiadł w kącie. Zakrył się dłońmi a króliczy pyszczek schował między nogami. No to chyba miałam racje. Bonnie jest normalny. Reszta się zbuntowała i są przeciwko nam. Ale lepiej nie podchodzić bo mogę się mylić.
- Biedactwo.- Powiedziałam
- Ty już nie bądź taka pełna miłości! Widzisz co się dzieje? Chcą nas zabić!
- Nie mamy dowodów!
- Jak to nie mamy?! Widzisz chyba jak oni się zachowują.
- Dobra masz racje przepraszam.
Po chwili wybiła 6 AM i wreszcie skończył się nam ten koszmar. Animatroniki poszły sobie na scenę, a ja z Aminą poszłyśmy do swoich domów. Przeżyłyśmy z 2% baterii, WOW. Wróciłam do swojego domu, a Jack siedział na mojej kanapie oglądając telewizje. Otworzyłam drzwi i weszłam powoli do środka.
- Cześć Jack.- Powiedziałam.
- O hej Nadie.- Odwrócił się do mnie.
Położyłam torbę na krześle i poszłam do łazienki, aby po nocnej zmianie się umyć i przebrać w czyste i pachnące ubrania. Zeszłam na dół i napiłam się soku.
- Jack? A co ty tak wcześnie wstałeś? Jest godzina.. - Spojrzałam na zegarek- 6:45.
- Ja tak teraz wstaje, a tak w ogóle to w twoim domu jest zbyt gorąco.
- Aha, to normalne- Machnęłam ręką.
Jack wstał i przybliżył się do mnie. Ja stałam nieruchomo i patrzyłam w jego oczy i na jego ruchy. Zaczął mnie wąchać.
- Czy to... Kokos?- Spytał.
- Mleczko do ciała o zapachu kokosa i truskawki tak dokładniej.
- A co to za nowość? Nowe połączenie?
- Tak, moje połączenie. Zmieszałam kokos z truskawką. Dwa różne mleczka.
- Ale muszę przyznać, że ładnie to dobrałaś.
- Ah dziękuję- Uśmiechnęłam się i spuściłam wzrok.
sobota, 9 stycznia 2016
Rozdział 7 "Braciszek i agresja"
Poczułam, że Vincent zaczął mi układać moje czerwone rozpuszczone włosy. Oraz zorientowałam się, że robi mi kitkę do góry.
- Ej no, nie ładnie mi w kitce! Mam odstające uszy!
Vincent spojrzał nba mnie z przodu i mówi:
- Wydaje ci się, twoje uszy są normalne... Powrócił do dalszego tworzenia kitki.
Siedziałam cicho i czekałam na koniec fryzury. Vincent wyjął swoją czarną gumkę z kieszeni i zaczął obwiązywać mi włosy.
- No i gotowe! Paczaj. Dał mi lusterko do ręki. Ola cały czas przyglądała się tej akcji i czekała na jakiekolwiek ode mnie słowa do Vinca.
- No ładnie... Gdzie się nauczyłeś tak perfekcyjnie czesać?
Vincent odwrócił się pokazując mi swoją własną kitkę
- A no tak. Zaśmiałam się
- No braciszku... Chociaż ten pierwszy raz zasłużyłeś na pochwałę!
- Aha -_-
- Oj tam... Uśmiechnij się.
- -_-
- Prawda boli, no co zrobisz?
- Ehh... No dobra... Podoba się kitka?
- Eheś... Bardzo. Uśmiechnęłam się
- To się cieszę.
- Vincent! Nie bądź idiotą tylko podziękuj jej i ją przytul!
- Jak się odwrócisz -_-
- No dobra... Jak chcesz. Odwróciła się
Vincent podszedł do mnie i pocałował mnie w usta. JA odwzajemniłam i zrobiłam się różowiutka. Nie spodziewałam się tego... Jezuuuu O_O
- Hahah! widziałam! Odwróciła się do nas.
- Co widziałaś? Zrobił niewinną minkę.
- To cuś!
- Cuś to znaczy cu?
- Ciumnąłeś ją!
- J-ja? Kiedy...
- Nie udawaj mój kochany dowcipnisiu...
- Ej która godzina? Przerwałam.
- 19.45 a co? Odpowiedziała Ola
- To ja zmykam do domu.
- Czemu?
- Bo mam pracę.
- Aaaaa... to zmienia postać rzecz.
- To pa pa. Uścisnęłam Olę i wyszłam z domu.
- A ty co się tak patrzysz?!
- Nic...
- Czy ona ci się podoba?
- . . . Niby nic nie słyszał i poszedł do swojego pokoju.
- Aha.
Ja wracałam do domu. Przez ten czas rozmyślałam nad wszystkim co się dzisiaj zdarzyło. Kitka na mojej głowie zostanie, to będzie moja mała i krótka pamiątka. Wróciłam do domu. Światła były wszędzie pozapalane w pokojach, drzwi otwarte i uchylone okna. Bałam się nawet tam wejść, bo miałam tylko w głowie to, że ktoś wkradł się do mojego domu. Weszłam do środka i spotkała mnie niespodzianka.
- Cześć Nadie...
- J-Jack? Czy to ty? Nie dowierzałam.
- Nie Święty Mikołaj!
- Jack to ty! Przytuliłam się do brata i płakałam ze szczęścia.
- Ej, Nadie nie płacz. Jestem tu... To nie sen.
- Jack... Cieszyłam się.
- Przyjechałem tu aby cię odwiedzić. I wiesz co? Chyba tu zostanę
- Serio?!
- Nie na niby. Uśmiechnął się
- Ahh... Ale wciąż masz poczucie humoru.
- No a co ty myślałaś? Uśmiechał się nadal.
- Mam ci tyle do opowiedzenia!
- To powiesz mi wtedy gdy będę mniej zmęczony dobrze?
- Oczywiście... Połóż się i zaśnij.
- No dobra... A gdzie rodzice?
- NA wakacjach... A mnie zostawili samą -_-
- O_O
- Nom.
Jack już zasnął, a ja przygotowywałam się do nocnej pracy. Jak zwykle zakładam fioletowy strój i perfumuje się. Niestety tym razem było cicho w domu z powodu nie dzwonienia telefonu. Nie wiem nawet czy Kate będzie w ogóle pracować. Jeśli tak to ja się chyba zabiję. Jest już 23:43 więc postanowiłam już wyjść z domu. Zadzwoniłam po taksówkę i pojechałam do Pizzeri. Amina była już w środku w biurze. Jednak to jeszcze nie koniec. Phone Guy powiadamiał nas jeszcze o zmianach dotyczących Pizzeri.
" Dobry wieczór! To już wasz kolejny raz w Pizzeri! Mam tutaj bardzo ważną dla was informacje, a mianowicie tak: Animatroniki stały się agresywne wobec ludzi, a nawet nie znamy powodu nagłej zmiany. Więc uważajcie na nie. Nie dajcie się zmylić. Więc życzę miłej pracy!"
- yhy... Miła. Powiedziała Amina z ponurą miną.
- Ale dlaczego one są agresywne? Może trzeba z nimi pogadać?
- Zwariowałaś już do reszty?! Słyszałaś chyba, że są agresywniejsze!~Pierwsza noc była izzi i gadały normalnie, a teraz prawdopodobnie będzie lipa!
- Może masz racje...
- Może?? Na pewno!
- No dobra niech ci będzie...
Minęło kilka minut, a w drzwiach pojawił się Freddy.
- Freddy! To ja Nadie! Nie pamiętasz mnie?
Usłyszałam tylko oddalające się śmiechy Freddy'ego, a Amina szybko zamknęła drzwi.
- Jezu, nie odzywaj się do nich tylko zamykaj te drzwi!
- Ale, ale...
- Żadnych ale... Chcesz żyć? To rób co każe!
Siedziałam cicho robiąc wielkie oczy. No nie ukrywam, też się bałam. Amina oglądała kamery. Przyznaje się bez bicia, że ja siedziałam pod biurkiem i przytulałam słupek.
- Ja pierdziu, Nadie! Wstań nie bój się! Wszystko jest pod kontrolą!
- J-ja n-nie ch-chcę!
Amina patrząc na mnie walnęła się w czoło z załamania.
- Ej no, nie ładnie mi w kitce! Mam odstające uszy!
Vincent spojrzał nba mnie z przodu i mówi:
- Wydaje ci się, twoje uszy są normalne... Powrócił do dalszego tworzenia kitki.
Siedziałam cicho i czekałam na koniec fryzury. Vincent wyjął swoją czarną gumkę z kieszeni i zaczął obwiązywać mi włosy.
- No i gotowe! Paczaj. Dał mi lusterko do ręki. Ola cały czas przyglądała się tej akcji i czekała na jakiekolwiek ode mnie słowa do Vinca.
- No ładnie... Gdzie się nauczyłeś tak perfekcyjnie czesać?
Vincent odwrócił się pokazując mi swoją własną kitkę
- A no tak. Zaśmiałam się
- No braciszku... Chociaż ten pierwszy raz zasłużyłeś na pochwałę!
- Aha -_-
- Oj tam... Uśmiechnij się.
- -_-
- Prawda boli, no co zrobisz?
- Ehh... No dobra... Podoba się kitka?
- Eheś... Bardzo. Uśmiechnęłam się
- To się cieszę.
- Vincent! Nie bądź idiotą tylko podziękuj jej i ją przytul!
- Jak się odwrócisz -_-
- No dobra... Jak chcesz. Odwróciła się
Vincent podszedł do mnie i pocałował mnie w usta. JA odwzajemniłam i zrobiłam się różowiutka. Nie spodziewałam się tego... Jezuuuu O_O
- Hahah! widziałam! Odwróciła się do nas.
- Co widziałaś? Zrobił niewinną minkę.
- To cuś!
- Cuś to znaczy cu?
- Ciumnąłeś ją!
- J-ja? Kiedy...
- Nie udawaj mój kochany dowcipnisiu...
- Ej która godzina? Przerwałam.
- 19.45 a co? Odpowiedziała Ola
- To ja zmykam do domu.
- Czemu?
- Bo mam pracę.
- Aaaaa... to zmienia postać rzecz.
- To pa pa. Uścisnęłam Olę i wyszłam z domu.
- A ty co się tak patrzysz?!
- Nic...
- Czy ona ci się podoba?
- . . . Niby nic nie słyszał i poszedł do swojego pokoju.
- Aha.
Ja wracałam do domu. Przez ten czas rozmyślałam nad wszystkim co się dzisiaj zdarzyło. Kitka na mojej głowie zostanie, to będzie moja mała i krótka pamiątka. Wróciłam do domu. Światła były wszędzie pozapalane w pokojach, drzwi otwarte i uchylone okna. Bałam się nawet tam wejść, bo miałam tylko w głowie to, że ktoś wkradł się do mojego domu. Weszłam do środka i spotkała mnie niespodzianka.
- Cześć Nadie...
- J-Jack? Czy to ty? Nie dowierzałam.
- Nie Święty Mikołaj!
- Jack to ty! Przytuliłam się do brata i płakałam ze szczęścia.
- Ej, Nadie nie płacz. Jestem tu... To nie sen.
- Jack... Cieszyłam się.
- Przyjechałem tu aby cię odwiedzić. I wiesz co? Chyba tu zostanę
- Serio?!
- Nie na niby. Uśmiechnął się
- Ahh... Ale wciąż masz poczucie humoru.
- No a co ty myślałaś? Uśmiechał się nadal.
- Mam ci tyle do opowiedzenia!
- To powiesz mi wtedy gdy będę mniej zmęczony dobrze?
- Oczywiście... Połóż się i zaśnij.
- No dobra... A gdzie rodzice?
- NA wakacjach... A mnie zostawili samą -_-
- O_O
- Nom.
Jack już zasnął, a ja przygotowywałam się do nocnej pracy. Jak zwykle zakładam fioletowy strój i perfumuje się. Niestety tym razem było cicho w domu z powodu nie dzwonienia telefonu. Nie wiem nawet czy Kate będzie w ogóle pracować. Jeśli tak to ja się chyba zabiję. Jest już 23:43 więc postanowiłam już wyjść z domu. Zadzwoniłam po taksówkę i pojechałam do Pizzeri. Amina była już w środku w biurze. Jednak to jeszcze nie koniec. Phone Guy powiadamiał nas jeszcze o zmianach dotyczących Pizzeri.
" Dobry wieczór! To już wasz kolejny raz w Pizzeri! Mam tutaj bardzo ważną dla was informacje, a mianowicie tak: Animatroniki stały się agresywne wobec ludzi, a nawet nie znamy powodu nagłej zmiany. Więc uważajcie na nie. Nie dajcie się zmylić. Więc życzę miłej pracy!"
- yhy... Miła. Powiedziała Amina z ponurą miną.
- Ale dlaczego one są agresywne? Może trzeba z nimi pogadać?
- Zwariowałaś już do reszty?! Słyszałaś chyba, że są agresywniejsze!~Pierwsza noc była izzi i gadały normalnie, a teraz prawdopodobnie będzie lipa!
- Może masz racje...
- Może?? Na pewno!
- No dobra niech ci będzie...
Minęło kilka minut, a w drzwiach pojawił się Freddy.
- Freddy! To ja Nadie! Nie pamiętasz mnie?
Usłyszałam tylko oddalające się śmiechy Freddy'ego, a Amina szybko zamknęła drzwi.
- Jezu, nie odzywaj się do nich tylko zamykaj te drzwi!
- Ale, ale...
- Żadnych ale... Chcesz żyć? To rób co każe!
Siedziałam cicho robiąc wielkie oczy. No nie ukrywam, też się bałam. Amina oglądała kamery. Przyznaje się bez bicia, że ja siedziałam pod biurkiem i przytulałam słupek.
- Ja pierdziu, Nadie! Wstań nie bój się! Wszystko jest pod kontrolą!
- J-ja n-nie ch-chcę!
Amina patrząc na mnie walnęła się w czoło z załamania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)