- Nadie, wstań uspokój się i usiądź na krześle.
- Pomóż mi.
- Ehhh...
Podała mi rękę, a ja złapałam się jej i podniosłam. Wciąż czułam, że to wszystko nie ma sensu. Chciałabym już wrócić do domu, lecz muszę sobie jakoś radzić w życiu zarabiając.
- Już się uspokoiłaś?
- Mhm...
- No to się zajmujesz drzwiami.
- N-no dobra.
Stałam przy drzwiach opierając się o ścianę. Nagle zauważyłam, że Foxy spojrzał na mnie zza "Pirate Cove". Przestraszyłam się i zrobiłam wielkie oczy.
- Amina, spójrz w kamerę tam gdzie jest Foxy...
- Po co?
- Zobacz.
Otworzyła kamerę i przyglądała się.
- A ten co wyprawia?
- Patrzy na nas.
- Ty patrz biegnie! Zamykaj drzwi!
Podbiegłam i zamknęłam mu przed nosem, a Foxy walił hakiem o drzwi i ujawnił się w okienku.
- To jeszcze nie koniec!- oczy Foxy'ego stały się czarne i wrócił do swojego miejsca.
- O co mu chodzi?!
- A mnie się pytasz?!- Podniosłam jedną brew do góry.
- No przecież ty z nim najczęściej rozmawiałaś!
- Mhm... Bardzo długo, raptem 10 minut.
- Uhh... Dobra nie kłóćmy się tylko zabierzmy do pracy.
- Mam już otworzyć drzwi?
- Tak.
Otworzyłam drzwi i pobiegłam do drugich. I tak cały czas biegałam w kółko sprawdzając czy nikogo nie ma. Po godzinie powiedziałam "Dość" i poprosiłam o zmianę położenia z Aminą.
- Dasz sobie radę z kamerą?- Spytała.
- Tak, tak... A ty z drzwiami?
- Tsa.
Sprawdziłam, która godzina patrząc na mój czarny zegarek.
- Jest 4 AM, więc zaraz skończymy
- A tak dokładniej, która jest?
- 4:24
- Nie chcę mi się tyle siedzieć.
- Noms, mi też ale trzeba.
- A co się stało Kate, że dzisiaj nie przyszła do pracy? Wiem jest w ciąży ale jeszcze nie zrezygnowała z pracy.
- Jeszcze nie?!
- N-no nie... Gadałam z nią w sklepie, bo akurat ją spotkałam i powiedziała, że się jeszcze nie wypisze, bo ciąża to nie choroba.
Zrobiłam wielkie oczy i złapałam się za głowę nie dowierzając.
- Nie wierzę.
- To uwierz.
- Kiedy to było?
- Hmmm... Z 7 godzin temu.
- Co?!
- Pstro jak nie wiesz co.
Uśmiechnęła się i co chwila podchodziła do innych drzwi. Ja już dałam sobie spokój z ciągłymi pytaniami i sprawdzałam kamery. Była już 5:36, a wciąż nie widziałam nigdzie Bonnie'ego. Może on jest normalny? Ale nie... chyba wątpię. Znowu zamieniłam się z Aminą miejscami. I dobrze, bo miałam już dosyć siedzenia i patrzenia w kamery. Zostało jeszcze 15% baterii ale chyba wystarczy bo zaraz koniec.
- Znalazłam Bonnie'ego!- Spojrzała się na mnie Amina.
- Pokarz mi, gdzie on jest?
- Między stołami.
Podeszłam i zobaczyłam w miejscu jego przebywania. Cały był we krwi. Jedno mnie zastanawiało "Dlaczego Bonnie jest umorusany krwią?". Na odpowiedź nie liczyłam bo nie wiadomo.
- Ymm... - Zrobiłam wielkie oczy.
- Boże... Daj mi siłę i cierpliwość do tych chorych umysłowo Animatronów.
Zaśmiałam się głośno i zakryłam twarz dłońmi.
- Takie śmieszne?- Spytała.
Ja się nadal śmiałam i waliłam łbem o ścianę.
- Heh, nie wal się bo jeszcze będziesz potrzebna. - Zaśmiała się.
- Dobra, ale chwila... Ja się śmieję a tu animatronik w krwi.
- To się nie śmiej.- Uśmiechnęła się.
Kamera zszarzała na 5 sekund, a po tym zaraz Bonnie'ego nie było. Poszedł z powrotem na scenę i usiadł w kącie. Zakrył się dłońmi a króliczy pyszczek schował między nogami. No to chyba miałam racje. Bonnie jest normalny. Reszta się zbuntowała i są przeciwko nam. Ale lepiej nie podchodzić bo mogę się mylić.
- Biedactwo.- Powiedziałam
- Ty już nie bądź taka pełna miłości! Widzisz co się dzieje? Chcą nas zabić!
- Nie mamy dowodów!
- Jak to nie mamy?! Widzisz chyba jak oni się zachowują.
- Dobra masz racje przepraszam.
Po chwili wybiła 6 AM i wreszcie skończył się nam ten koszmar. Animatroniki poszły sobie na scenę, a ja z Aminą poszłyśmy do swoich domów. Przeżyłyśmy z 2% baterii, WOW. Wróciłam do swojego domu, a Jack siedział na mojej kanapie oglądając telewizje. Otworzyłam drzwi i weszłam powoli do środka.
- Cześć Jack.- Powiedziałam.
- O hej Nadie.- Odwrócił się do mnie.
Położyłam torbę na krześle i poszłam do łazienki, aby po nocnej zmianie się umyć i przebrać w czyste i pachnące ubrania. Zeszłam na dół i napiłam się soku.
- Jack? A co ty tak wcześnie wstałeś? Jest godzina.. - Spojrzałam na zegarek- 6:45.
- Ja tak teraz wstaje, a tak w ogóle to w twoim domu jest zbyt gorąco.
- Aha, to normalne- Machnęłam ręką.
Jack wstał i przybliżył się do mnie. Ja stałam nieruchomo i patrzyłam w jego oczy i na jego ruchy. Zaczął mnie wąchać.
- Czy to... Kokos?- Spytał.
- Mleczko do ciała o zapachu kokosa i truskawki tak dokładniej.
- A co to za nowość? Nowe połączenie?
- Tak, moje połączenie. Zmieszałam kokos z truskawką. Dwa różne mleczka.
- Ale muszę przyznać, że ładnie to dobrałaś.
- Ah dziękuję- Uśmiechnęłam się i spuściłam wzrok.
Kokos i truskawka??? Muszę spróbować. Czekam na nexta
OdpowiedzUsuńTak moja mieszanka :-)
UsuńBidny Bonnie. Help him! Siedzi taki smutny i samotny i smutny... :( Biedny króliczek.
OdpowiedzUsuńE tam biedny... mi go tam nie szkoda xD
UsuńZastanawia mnie jedno. Czemu Bonnie był umazany krwią?!
OdpowiedzUsuńAhh... właśnie to jest taka tajemnica ;)
Usuń