poniedziałek, 14 grudnia 2015

Rozdział 4 Zabawa Kate" Animatroniki Atakują"

Chyba się zakochałam. Vincent jest śliczny i ma poczucie humoru. On mi się naprawdę podoba... Jego te piękne duże białe oczy i fioletowe włosy. Ciekawe czy ma rodzeństwo. Muszę go poprosić o numer telefonu.

Jesteśmy teraz w głowie Vincenta:
Dlaczego ją okłamałem? Nie przyszedłem po czapkę. Jaki ja jestem dziwny! Chciałem tylko zepsuć te głupie animatroniki! Wszystko na nic... Może i to lepiej?

Po nocy.
- Ohh... Chyba od razu idę się przespać. Mam to w nosie, że nie dostanę premii. Powiedziałam stanowczo.
-Ja chyba też. Odpowiedziała Kate
- Czyśbyś była sama w domu? Powiedział Vincent.
- N...No T... Tak. Zdziwiłam się.
- Mógłbym no wiesz... Przyjść do ciebie? Fajnie się z tobą gadało.

Amina pobiegła szybko do ubikacji w pizzeri. Słyszałam jak płakała.
- Co ci jest Amino?
- J...Ja nigdy nie będę miała przyjaciół!
- Jak to nie?! Jesteś naprawdę spoko dziewczyną! Nie mów tak!

W pewnym momencie postanowiłam przytulić ją. Wiem, nie długo ją znam, ale chciałam ją pocieszyć. Muszę przyznać brakowało mi tego.
- No już... Chcesz do mnie przyjść razem z Vincentem?
- Nie będzie dla ciebie to zbyt ciężkie?
- Dlaczego tak myślisz?
- Bo zwykle moje koleżanki mi mówiły, że jest zbyt dużo osób w jednym domu.
- Ale ja taka nie jestem... Sama sobie teraz w domu radzę, bo jestem sama.
- Wiem. Uśmiechnęła się ocierając łzy.
- To chodźmy!

Kilka minut później byliśmy już w moim domu. Vincent poszedł na razie do swojego domu, bo musiał się odświeżyć. Ja w tym czasie zadawałam Aminie duuużo pytań.
- Czy masz jakieś rodzeństwo?
- Tak, dwójkę. Starszego brata, który ma na imię Tarens (czyt. Terens) i młodszego brata, który ma na imię Kenny.
- Ja mam, ale nocuje w hotelu w Londynie, ponieważ tam poszedł na studia. Ma na imię Jack. To mój brat bliźniak.
- On też ma ciemno- czerwone włosy jak ty?
- On ma czarne. Uśmiechnęłam się
- Kiedy twoi rodzice wracają?
- Nie wiem... Chyba do końca wakacji ich nie będzie.
- Moim zdaniem masz fajnie.
- No trochę...

W pewnym momencie ktoś zadzwonił do drzwi. Amina została w moim pokoju, a ja pobiegłam do drzwi schodząc ze schodów.
- Cześć już jestem. Powiedział Vincent.
- No hej chodź na górę, ja przygotuję jakiś sok.
- Ok. Tylko nie rób mi soku z kiwi.
- No dobra idź już. Uśmiechnęłam się do niego.

Amina zeszła na dół, i wyglądała na szczęśliwą.
-Hej Vincusiu!
- No nie, Amino! Nie mo tak do mnie bo oszaleję!
- Dlaczego ma tak na ciebie nie mówić? Spytałam.
- No bo widzisz... Oszukałem ciebie z tym, że jej nie znam. Tak naprawdę to moja koleżanka ze szkoły.
_ że co proszę? Zdziwiłam się
- No tak, nie chciałem się przyznawać do niej.
- Dzięki ci bardzo, ty też jesteś dziwny.
- Ja też jestem dziwna nie martw się! Powiedziałam z uśmiechem do Aminy.
-Idziemy na górę? Spytał Vincent.
- No tak! chyba nie do kibla! Powiedziałam z uśmiechem.

Przez ostatnie 6 godzin nie odbierałam telefonów od Kate. Byłam zbyt zajęta, aby z nią plotkować. Wolałam spędzać czas z Vincentem i Aminą, bo przecież prawie ich nie znam. Pewnie się obrazi czy coś takiego. Gdy wszyscy rozeszli się do domów była 19:00 godzina. Postanowiłam, że oddzwonie do Kate po tych 8 godzinach. Dzwoniłam już 6 razy i nie odbiera. Może chce się zemścić za to, że nie odbierałam? Ah, zresztą widzimy się w pracy. Zasnęłam... Nie ustawiłam budzika na czas wstawania do pracy. Ale na szczęście dałam Aminie swój numer telefonu i do mnie zadzwoniła. Powinnam dostać dziś 200 zł, ponieważ wczoraj nie odebrałam premii.
- Ja nie mogę! dopiero 3 noc! Jeszcze 2 noce nam zostały! I jeszcze... nasze ciche dni z Kate.

Jak co noc musiałam tam jechać i pilnować animatroniki. Jak zwykle wchodzę do środka, ale tym razem widzę, że Foxy znowu jest szczęśliwy i pobudzony do życia. Podeszłam do Maddie i się spytałam:
- Co mu jest, że wyszedł? gorączke ma?!
- Heh... Nie. Postanowili wznowić jego działalność w pizzeri. Mam nadzieję, że on się zmieni na lepsze.
- Sero? nie wierzę ci!
- To uwież.
- Przerwę teraz... Czy Kate to jest już tutaj w pizzeri?
- Tsa, w biurze.
- Ok to bajo!

Poszłam do biura, a biuro zamknięte! Kate zamknęła się w miejscu pracy nie dając znaku życia. Ale była widoczna. Bawiła się chyba w rzeczywistość inaczej mówiąc " Animatroniki Atakują".
_ Kate! Otwórz te cholerne drzwi! Powiedziałam stukając pięściami w drzwi.
- Nie mam ochoty z tobą gadać, a nawet pracować!
- Co ja ci takiego zrobiłam?
- Ja wiem, ty się domyśl.

No dobra, odeszłam bez słów. A w tym momencie weszła Aminka z Vincusiem. Zdziwili się, że nie jestem przy Kate.
- Dlaczego nie jesteś przy Kate?

Ale postanowiłam zmienić temat.
- Cześć Vincent! Miło cię widzieć! Dlaczego tu przyszedłeś?
- Dobra, dobra nie zmieniaj tematu. Przerwała Amina.
- No bo, wczoraj Kate do mnie dzwoniła, a ja nie odbierałam. Przez 6 godzin do mnie dzwoniła.
- To naprawdę jest się o co obrażać. Zażartował Vincent.
- Teraz, bawi się w " Animatroniki Atakują".
- Tsa, wiem co to jest. Powiedział Vincent.
- Oj Vincusiu Vincusiu. Uśmiechnęła się Amina.
- Nie mów tak do mnie!

Jego oczy stały się czarne, a ja stałam nie ruchomo, patrząc na niego zdziwiona.
- Ogarnij się! Krzyknęła do niego Amina.
- To ty się ogarnij!
- Spokój! Krzyknęłam.
- To całą noc będziemy siedzieć  w kiblu? Powiedziała Amina.
- Na to wygląda.

5 komentarzy: