Wreszcie Vincent wyszedł ze swojego pokoju z czarnymi ubraniami na sobie (Nie wiem dlaczego XD)
- A co to, pogrzeb?- Zaśmiałam się
- Tak, chyba mojej szklanki.
- Stłukłeś?!- Wtrąciła się Ola
- Niestety, oj jaka szkoda- Położył swoje dłonie na policzkach i uśmiechnął się
- Tą z kwiatkiem?!
- No... Tak
- VINCENT!!- Zdenerwowała się.
- No sorry!
- Vincent. Następnym razem uważaj jak leziesz- Wtrąciłam się ze spokojną miną.
- Nie moja wina, że Oli koszulka leżała na środku i się wywaliłem!
- Szkoda, że tego nie widziałam.- zaśmiałam się
- A co ona tam robiła?- Spytała Ola
- Bo ja wiem?? Ja w niej nie łaziłem!
- To zacznij- Znów się zaśmiałam
- Jeff, pozwól tu!
- Nie mogę, bo robię porządek w szafie!
- I co z nimi robisz?
- Wyrzucam na środek pokoju!
- I korytarza też!- Wtrącił się Vincent.
Razem z Olą śmiałam się jak głupia, a Vinc udawał obrażonego i wrócił do swojego pokoju. Po tym wszystkim wciąż rozbawiona ubrałam się, pożegnałam z wszystkimi i wróciłam do domu. zdjęłam cicho buty i poszłam na boso do salonu. W pewnym momencie przewróciłam się, ponieważ Jack umył płytki. Upadłam na tyłek, ale na szczęście obok był dywan i się właśnie na niego wywaliłam.
- Ała!- Powiedziałam z lekkim wrzaskiem.
Jack zszedł szybko na dół i podszedł do mnie oraz pomógł mi wstać.
- Boli cię?
- Nie wiesz co, łaskocze!- Złapałam się swojego tyłka i zarazem kręgosłupa.
- Po co masz oczy??
- Mogłeś uprzedzić, że podłogę myłeś...! Chyba słyszałeś jak wchodziłam do domu.
- No chyba nie... a tak na serio to skąd jak mogłem wiedzieć, że się wyrąbiesz?
- Dobra już...- Położyłam się i podłożyłam pod głowę mięciusią, fioletową poduszkę.
Jack podał mi szklankę smakowej wody i usiadł koło kanapy tam gdzie leżałam.
-Lepiej?- Spytał.
- Lepiej... Nie mówić.
- Gdzie ty poszłaś tak w ogóle?
- Do koleżanki.
- I co się wydarzyło?
- No... Nie do końca koleżanka tylko...
- Tylko?
- Tylko...- Zastanawiałam się jak powiedzieć kim dla mnie jest Vincent.- Mój chłopak. Tak, mój chłopak.
- No i co?
- Nic się nie stało tylko po prostu chciał abym przyszła.
- Oooo... Jak słodko- Złączył ręce i uśmiechnął się.
- Jack! Nie ręczę za ciebie! Jak tylko przestanie mnie boleć pupa (XD) to cię uduszę!
- Czekam...- Zaśmiał się.
- A czekaj, czekaj. Zaraz wstanę!- Usiadłam z pozycji leżącej i powoli wstawałam. Niestety nie mogłam jeszcze w ogóle wstać i chodzić zbyt dobrze.
- No, no... Poczekam sobie kilka dni- Zaśmiał się.
- JACK! NIE ŚMIEJ SIĘ ZE MNIE BO TO TWOJA WINA CWANIACZKU!
- Mogłaś patrzeć pod nogi siostrzyczko.- Mrugnął słodko dwa razy oczkami.
- Ugh!- Udawałam obrażoną i uśmiechnęłam się lekko.
- Będziesz pracować?- Spytał.
- A czemu nie?
- Ze stłuczonym tyłkiem?- Zaśmiał się cicho.
- Ha ha ha bardzo śmieszne. Rzygam tęczą.
- Chciałabyś spędzić w nocy ze mną czas?
-. . . W sensie?
- Pracować z tobą w pizzeri.
.... Odetchnęłam z ulgą bo myślałam, że miał na myśli... a zresztą nie ważne (XD). Z drugiej strony cieszyłam się, że chciałby ze mną pracować. Już nie mogłam się doczekać nadchodzącej nocy.
- Jack, ty chyba wiesz, że musisz teraz jechać się zapisać?
- No już! Pędzę lecę!- Wyszedł
Tak myślałam. Ja poobijana zostanę sama w domu. No cóż, trzeba korzystać z okazji gdy jestem sama. z lekkim bólem tyłka wchodziłam po schodach i weszłam do pokoju tam, gdzie już Jack się urządził. Były tam różne jego klamoty. Przez ten czas trochę obczaiłam jego teren i usiadłam na jego łóżku, lecz pod kołdrą coś było i w to klapłam. Wstałam i odkryłam to coś. To był nóż, z zaschniętą krwią. Miałam wyrzuty sumienia. Wzięłam go i trzymałam przyglądając się mu. Nagle usłyszałam, że Jack wchodzi do domu. Serce stanęło mi na chwilę, a potem biło jak szalone. Odłożyłam nóż na miejsce i z bólem pobiegłam cicho do swojego pokoju tak, aby mój brat nic nie podejrzewał.
- Nadie, gdzie jesteś?
- Na górze w pokoju.
Jack wszedł do mojego pokoju i pokazał mi zdjęcia dotyczące pizzeri.
- Czy już dostałaś takie zdjęcia?- Spytał
- Nie... Czekaj... Daj mi te zdjęcia.
- Masz- Podał mi.
Na zdjęciach była wyraźnie pokazana Amina i ja, razem z animatronikami. Na niektórych zdjęciach Vincent, jak na początku się wkradł do pizzeri i Foxy z zakrwawionym pyszczkiem i hakiem.
- Jak on może?! Przecież wyraźnie tu jestem pokazana!
- Uspokój się.
- Jak ja mam być spokojna?!
- Normalnie... Dał mi dla ciebie wariatko.
- Jak to, dla mnie?!- Wciąż byłam zdenerwowana.
- Jesteś dobrym pracownikiem razem z Aminą twoją koleżanką i szef poprosił o wyjaśnienie tych tajemnic.
Zaniemówiłam. Myślałam, że zrobił mi to na złość, albo to zwyczajny oszust. A tu niespodzianka, ja mam rozwiązać problem.[...] Podrapałam się po karku z zawstydzenia.
- Nie wiem co powiedzieć...
- Pomyśl. Użyj trochę tego mózgu.
- A właśnie. Skąd wiedział, że jesteś moim bratem i mnie znasz co?
- Pstro... Powiedziałem mu.
- Aha. Wiesz co Jack. Sprawdź czy cię nie ma w swoim pokoju.
- Wyganiasz mnie?? FOCH.- Udawał obrażonego i poszedł do pokoju.
- Ha ha!- Śmiałam się z niego
- Nie śmiej się!- Zmarszczył brwi i uśmiechnął się lekko. Najwyraźniej udaje mnie.
Postanowiłam, że się prześpię. Wpadłam w głęboki sen.
Bidna szklanka T-T A skąd wiesz że na tym nożyku nie był ketchup bo robił sobie kanapkę???
OdpowiedzUsuńPróbowałam XD
UsuńTaaa....Vinc zginiesz marnie
Usuńfajne opowiadanie XD
OdpowiedzUsuńEj kiedy kolejna część?
OdpowiedzUsuńKiedy kolejna część?
OdpowiedzUsuń