To co się stało nie mogę zapomnieć. Ale jakim cudem?! Mówiła, że w wieku 19 lat nie będzie chciała dzieci! A teraz co? będzie miała dziecko!
- JA idę do domu. Powiedziała Amina.
- Ale czemu?
- Bo... Muszę grać w simsy! I uciekła.
Chyba mnie oszukała z tą grą. Może pomyślała, że my jesteśmy wariatki? Nie wiem... wszystko mnie kołuje. Po godzinie zadzwonił ktoś do moich drzwi. Pobiegłam tam i je otworzyłam. Zobaczyłam Vincenta, który miał bardzo ładnie ułożone włosy, a w dłoni trzymał dwa kwiatki. Jeden fioletowy a drugi czerwony. Czyżby to jakiś znak?
- Cześć Nadie. Przyniosłem ci kwiaty. Wiem to dziwne, ale chciałem cię pocieszyć.
- Nie trzeba. Zaczekaj na mnie ja się ogarnę.
W pewnej chwili podeszłam do Vinca i dałam mu lekki pocałunek w policzek. Razem byliśmy jak buraki, a nawet gorzej. Chwilę później ubrałam się w dżinsy i koszulę w kratkę. Zeszłam na dół i napiłam się gorącej czekolady.
- Czy ta Ola jest w twoim domu?
- Ona zawsze jest w domu. Powiedział z ponurą miną.
- I dobrze... Ja mam brata, który jest w Paryżu i mi go bardzo brakuje.
- Noo... może masz racje...
- Ale to prawda Vincent...
- No dobra niech ci będzie... Idziemy już?
- A no tak! Sorka.
Po chwili wyszliśmy z domu, a Vincent trzymał mnie za rękę jak by to był mój ojciec! Ale to było słodkie. Okazało się, że Vinc mieszka 200 metrów ode mnie!
- Tak blisko mieszkasz? Spytałam.
- To jest blisko? Dla mnie to daleko.
- Matko... jak ja uwielbiam twoje dowcipy ^-^
Vincent otworzył drzwi i zaprowadził do środka. Ola siedziała przed kompem w swoim pokoju, czatując z koleżankami. Zapukałam do jej drzwi i lekko je otworzyłam. Z pokoju dochodziło słowo proszę.
- Hej, przyszłam się przywitać.
Ola odwróciła się i wstała z podskokiem.
- Jestem Ola.
- A ja...
- Nadie! Przerwała Ola.
- Skąd wiesz jak mam na imię?
- Nie pamiętasz mnie?
Chwila ciszy... Przyglądałam się jej twarzy. Pamiętam, ale nie wiem skąd. Może tak jak mówiłam jest z liceum?
- Ta Ola z liceum?!
- Nooo!!
- Ola! Podbiegłam do niej i ją uścisnęłam.
Vincent podszedł do pokoju i mówi:
- Coś mnie ominęło?
- I to dużo! Powiedziałyśmy razem.
- Dlaczego się uściskacie?
- To moja daleka przyjaciółka! Krzyknęła Ola.
- Że co proszę?! Zdziwił się.
- Pstro jak nie wiesz co!
- Opowiecie mi tą historię o waszej przyjaźni?
- Nie radzę... Powiedziałam z wielkimi oczami.
- Dlaczego?
- Nie chcesz wiedzieć o czym my gadałyśmy!
- Domyślam się.
- Może mógłbyś zaparzyć kawę?! Powiedziała Ola do Vinca.
- Dla ciebie?!
- Nie idioto dla gościa!
- Nie krzycz, bo sąsiedzi tu jeszcze przyjdą! Powiedział Vinc.
- No to idź bo będzie gorzej!
- Ok, już idę.
- Wy zawsze tak? Powiedziałam.
- Tsa... ale to tylko przez niego
- Słyszałem!
- I dobrze! Ja ciebie też braciszku!
- Oh... To jest takie słodkie w rodzeństwie.
- A żebyś wiedziała! Uśmiechnęła się Ola.
Po kilku minutach Vinc przyniósł kawę a potem usiadł razem z nami i gawędził.
- Gdzie jest Jeff? Spytałam
- Jest w sklepie i kupuje mi truskawki.
- Truskawki? Zdziwiłam się.
- N-no tak, co w tym dziwnego?
- A nic dziwnego... pytam się tylko.
- Kocham truskawki.
- Wiem przecież, bo kiedyś mówiłaś.
- Ehe! Kaszlnął Vinc.
- No co? Spytała Ola.
- Też tu jestem. Może kupić wam okulary?
- Nie dziękuje mam swoje. Wtrąciłam się uśmiechając się lekko.
- To czemu je nie nosisz? Chyba powinnaś bo mnie nie widzisz.
- Ty debilu! Jak ty do niej mówisz, i jakim tonem?!
- Normalnym... Nie krzyczę... Zaprotestował.
- Ej dobra... Uspokój się. Nie chciał tego wcale powiedzieć.
- Pfff... na pewno. Powiedziała Ola z ponurą miną.
Coś się we mnie zbierało. Chciałabym coś powiedzieć Vincentowi w twarz, ale nie mogę. Za bardzo się boję, że go stracę... Po godzinie Jeff wrócił do domu.
- Cześć wszystkim! yyy... A ty kto?
- Jestem Nadie. A ty pewnie Jeff?
- T-tak. Powiedział nie pewnie
- Jeff? Gdzie moje truskawki?
- Nie było... Vincent! Do mnie!
- C-co?
- Chodź, musimy coś obgadać.
- Ze mną? No dobra... Poszedł na górę
- Masz ode mnie w głowę!
- Co ja zrobiłem? Powiedział piskliwym głosem Vincent.
- Mówiłem chyba wyraźnie, że żadnych gości w naszym domu! A co jeśli zabiję tą Nadie?!
- Nie zabijesz. Ty się o to nie martw.
- Ale nie myśl sobie, że odpuszczę w strzelenia ci w łeb.
- Ale dlaczego?
- Bo to już dawno chciałem zrobić!
Vinc ucieka na dół do Oli i się do niej przytula chowając się za plecami.
- A tobie co?!
- N-nic... Zaprotestował.
- Nie do mnie się lep tylko do Nadie!
- Ok.
Podszedł do mnie i przytulił z całej siły, a ja stałam się czerwona jak burak.
- To takie urocze...
Nic nie mówię... Siedzę cicho.
- Coś jeszcze?! Sama mi kazałaś!
- Nie kazałam tylko powiedziałam.
Vinc stał się różowy.
- eeeee... Powiedział Vincent
Ja wciąż siedzę cicho patrząc na nich z wielkimi oczami.
- Przecież wiedziałem tylko... Chciałem się przytulić!
- Tsa yhy...
- No tak!
- Tsa yhy...
- Dobra myśl jak chcesz. Patrzy się w górę.
Genialne!! Jeff już wracaj do sklepu i kup mi arbuza!
OdpowiedzUsuńXD śmieszny ten rozdiał. Tylko za dużo buraczków! :D
OdpowiedzUsuńFajne !
OdpowiedzUsuńXD Nie zlie
OdpowiedzUsuńŻadnych emotikonek w opowiadaniu, a jak już to malutko, raz na 5 rozdziałów! XD nawiąże trochę do pozostałych rozdziałów, bo zauważyłam dwa błędy, które mnie aż kuły w oczy. Po pierwsze nie "oczów" tylko oczu, a po drugie nie "wyłączacz" tylko "wyłącznik" xD i jeszcze jak piszesz kogoś wypowiedzi to tak
OdpowiedzUsuń"-N...nic -zaprotestował."
Musisz pamiętać o tym małym myślniku, bo to wygląda jakby ten ktoś to mówił. Ogólnie więcej błędów nie wyłapałam, więc czekam na next ^^
dziękuje za opinię napewno poprawie!!! :) :)
Usuńdziękuje za opinię napewno poprawie!!! :) :)
UsuńAle cudne
OdpowiedzUsuńAle cudne
OdpowiedzUsuń